3. Nie utożsamiaj braku z poczuciem własnej wartości. Bardzo często dzieje się tak, że kiedy odczuwamy np. brak związany z pieniędzy, czujemy się gorsi od innych. Jeśli nie mamy tytułu magistra, czujemy się gorsi od innych. Jeśli nie jesteśmy w związku czujemy się gorsi od innych.
Witam. Chciałabym po krótce opisać moją historię. Jest ona wypełniona krótkotrwałymi sukcesami i okresami przedłużającej się niechęci lub nie wiedzy co z tym życiem robić. Mam zabezpiecznie materialne ze strony rodziców, skończyłam właśnie studia z bardzo dobrymi ocenami na dość nieciekawym kierunku. Nie jest to kierunek powszechnie poważany jak np.: prawo, ekonomia czy psychologia, po których raczej wiadomo, że jest szansa na spore pieniądze. Po moim kierunku muszę bazować na swojej wyobraźni i jakiejś tam wiedzy, do której jednak nie przywiązuje specjalnej wagi. Krótko mówiąc - nic nie umiem. Co więcej - gdy zaglądam do podręczników z liceum orientuję się, że ABSOLUTNIE nic nie pamiętam z tego co się wtedy uczyłam. NIC. Właściwie zapominam też wiedzę z moich studiów, ponieważ były to studia humanistyczne, w zasadzie nie mam nic w ręku po nich. Przez całe życie słyszałam od rodziców, że będę nikim, mimo iż chodziłam do bardzo dobrego liceum, potem poszłam na studia, byłam na stypendium etc. Być może brało się to z ich doświadczenia - mimo iż jak wspominam, moi rodzice mają pieniądze, w takiej ilości, że nie brakuje nam na ubrania, jedzenie, wakacje, kursy językowe. Chociaż - prawdę mówiąc - przywiązują do nich wielką wagę i zawsze wyczuwałam w nich uraz iż prosze ich o te pieniądze właśnie; woleli mnie wychowywać tzw. twardą ręką, ponieważ ich rodziny musiały do wszystkiego dochodzić same. W związku z tym żyłam zawsze w pewnym poczuciu rozdwojenia. Z jednej strony - wyjazdy do egiptu, z drugiej - ciągłe poczucie że wszystko co robię nie ma sensu, że jestem słaba, jestem nikim, bo nic nie potrafię, że nigdy niczego się dobrze nie nauczę, bo jestem rozpuszczonym frajerem. Oprócz tego w mojej rodzinie panuje pewien wstręt do pieniędzym, do ludzi bez zasad, do konformistów, którzy jedynie to widzą w życiu. (Powinnam dodać, że nie jest to wszystko uświadomione, że odczytuje to z nastroju, gestów czy półsłówek które padały.) Nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek byłam wybitna, chociaż udało mi się parę razy osiągnąć dość dużo. Myślę, że gdybym potrafiła normalnie żyć i normalnie czerpać z tego co daje mi życie zaszłabym dalej, ale na spokojnie, lepiej rozumiejąc moje miejsce w życiu i ciesząc się z tego co osiągam. Ale ponieważ ciągle byłam wychowywana w poczuciu mojej niedoskonałości (albo doskonałości - były wahania) to właściwie nie mogę powiedzieć że jestem zupełnie normalna. Cokolwiek robiłam, COKOLWIEK - zawsze miałam poczucie że jestem niedoskonała, że WSZYSTKO CO ROBIĘ jest niczym. I co jest najlepsze? - tak naprawdę nadal tak myślę. W sensie, że owszem, obecnie wyrzucam to sobie, ponieważ uniemożliwiła mi ta postawa normalne życie, - normalne, czyli oparte o powolny ale systematyczny rozwój, który właśnie daje zadowolenie poprzez zagłębieanie się w dziedzinę, którą się kocha. Tak czy siak, uważam że to jest niczym. Bo prosze mi wyjaśnić, o co ma się opierać egzystencja, której nie dane jest dotknąć doskonałości? Mało tego - po co żyć, skoro i tak NIGDY NICZEGO SIĘ NIE DOWIEMY. Właściwie zastanawiam się dlaczego ludzie masowo nie popełniają samobójstw, żyjąc swoim bezsensownym, ograniczonym życiem. Mało ludzi ma szansę naprawdę zgłębić np. FIZYKĘ. Ja już tej szansy nie mam. Nie wiem czy kiedykolwiek miałam. Albo matematykę. A są to dziedziny które dają nam jakąś szansę na dotknięcię absolutu. To że jej absolwenci ida potem pracować do banków, to inna sprawa. Powiedzmy, że pozostaje sztuka, która również daje nam szansę na jakieś zapamietanie się w tym co robimy. Ale cóż - w tym też trzeba być najlepszym, albo zginąć. I proszę mi nie mówić o zachwycie każdym dniem. Pytam się - po co? I proszę mi nie mówić o dzieciach - pytam się po co ich zarażać własną beznadzeiją. Mam 26 lat, powinnam pracować, chodzić do klubów, wyjeżdżać za granicę, kochać się z nowonapotkanymi facetami - ale taka egzystencja wydaje mi się jedynie zagłuszaczem tego, że życie nei ma sensu. Że jesteśmy niczym mrówki wydane na pastę losu. Jesteśmy niczym. Skąd moje rozdrażnienie - ponieważ przez całe życie wierzyłam w to, że tak być musi. I ulegałam, trwałam w jakimś kosmicznym poczuciu prawa, który tym wszystkim zarządza. Prowadziło to do tego, że dawałam sobą pomiatać własnie w imię tego dziewnego, kosmiczneog porządku, ustanowionego przez boga. Albo ciągle swoje porażki, i moje poczucie doła - również tym tłumaczyłam. Moje rozdrążnienie bierze się również stąd - że mam w sobie duże poczucie obowiązku względem innych (w stylu - ratowanie ich życia), oraz stąd że dopiero teraz niestety (tak byłam strasznie naiwna) zaczynam zauważać, że tak naprawdę żyjemy w chaosie, jesteśmy rządzeni przez ludzi, którzy podobnie jak my sami nie wiedzą czego chcą, albo są słabi. Że nawet jeśli gdzieś są jakieś reguły, to tylko nieliczni mają do nich dostęp, inni po prostu trwają w jakimś dziwnej, bezsensownej egzystencji ciesząc się właśnie \"każdym dniem\". Wiem, że rozwiązaniem dla mnie jest zrozumienie, że tak czy siak - jedynie mały procent ludzi w ogóle ma dostęp do tego uczucia które mam obecnie. Niektórzy nie wiedzą nawet tego czego nei wiedzą. Że może to stanowić dla mnie oparcie, i w całej beznadziei dla mojej egzystencji, i czasu, który zmarnowałam poprzez niepotrzebne zaangażowanie emocjonalne, w które się pchałam z powodu kiedpskiej atmosfery w domu - że mogę spróbować powalczyć o jakieś skrawki tego absolutu który chciałabym dotknąć dzięki nauce czy moim zainteresowaniom (są dość rozległe, ale BARDZO powierzchowne). Oczywiście już niedługo, właściwie teraz pojawia się kwestia PIENIĘDZY i CZASU, który nam umyka (mózg również ma swoją datę użytkowania) czy chociażby kwestii towarzykich etc. I wszystko zmienia się w pętle bezsensu. Tu już nawet nie chodzi o to czy bóg istnieje. Chodzi o to, że i tak pozostanę nikim. Co więcej - podobno powinnam się w imię praw boskich (jeśli chodzi o doktrynę kościoła) z moją pozycją pogodzić i uznać (znów wracamy do owych kosmicznych porządków) swój los, jako dany mi krzyż. ja kurwa pierdole. Pozdrawiam.
Gdy piszę o tym, jak widzę szukanie "czego chcę", przypomina mi się film “Vicky, Christina, Barcelona” 😊 Vicky doskonale wie, czego chce od życia, Cristina świetnie wie, czego od
Strona Główna Pytania I Odpowiedzi Czy Jesli Osoba Nie Wiem Co Czuje I Co Chce Od Życia, Ma Jakies Problemy Psychiczne ? 3 odpowiedzi Czy jesli osoba nie wiem co czuje i co chce od życia, ma jakies problemy psychiczne ? Wiele osób, na różnych etapach swojego życia, zadaje sobie podobne pytania. Taki stan może być spowodowany konkretną sytuacją w jakiej człowiek znalazł się w danym momencie : ważne wydarzenie w życiu, strata, duża zmiana. Trudno odpowiedzieć na pytanie, nie znając kontekstu i nie posiadając informacji o osobie doświadczającej takich odczuć. Zachęcam do udania się na rozmowę do psychologa, który pomoże określić źródło problemu i w razie konieczności zaproponuje konkretną pomoc. Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu. Pokaż specjalistów Jak to działa? Dzień dobry, Pytanie o to co chcemy od życia, jest chyba pytaniem, które zadaje sobie większość osób i po tym raczej nie można stwierdzić zaburzeń psychicznych. Nawet po określeniu swojego celu, często miewamy różnego rodzaju zwątpienia. Tutaj przydatne jest tak proste ćwiczenie, jak rozpisanie sobie tego, z czego jesteśmy w życiu zadowoleni i tego, co nam się udało do tej pory osiągnąć - to może naprowadzić nas również na to, co chcielibyśmy w życiu robić i na czym się skupić. Bliska osoba z pewnością może być przy tym pomocna. Problem z rozpoznawaniem i nazywaniem własnych uczuć i emocji, również dotyczy sporej ilości osób i tutaj lekiem może być sama edukacja na temat emocji, ich rozpoznawania oraz sposobu działania. Jeżeli jednak taki stan trwa ponad kilka miesięcy i powiązany jest również z poczuciem zrezygnowania, zalecałbym udać się do psychologa lub terapeuty w celu zdefiniowania źródła takiego stanu. Może ono pochodzić, z różnych sfer życia, a jego odkrycie będzie pierwszym krokiem do poprawy. Pozdrawiam Dzień dobry, skąd przypuszczenie o chorobie psychicznej w sytuacji o której napisano? Chyba, że to prośba o pomoc i wsparcie w związku z tym, że stan taki utrzymuje się od dłuższego czasu i powoduje dyskomfort, funkcjonowanie psychospołeczne niezgodne z oczekiwaniami, potrzebami. Jest zbyt mało informacji, by udzielić na tym etapie dalszych wskazówek. Ni mniej, jeżeli stan taki jest odczuwany jako niepokojący, przeszkadzający, proszę skorzystać z konsultacji u psychologa, by ten zyskując szerszy ogląd, mógł rozwiać wątpliwości lub zasugerować dalsze kroki. Warto jednak pamiętać, że niejednej osobie towarzyszy w określonych momentach życia poczucie, że nie czego chce od życia, czy że nie wie, nie do końca rozumie, co czuje. Wiele jednak zależy od kontekstu i czasu trwania takiego stanu. Zachęcam zatem do rozmowy ze specjalistą, jeżeli odczuwa się taką potrzebę. Z uszanowaniem, dr n. hum. Monika Gmurek Twoje pytanie zostanie opublikowane anonimowo. Pamiętaj, by zadać jedno konkretne pytanie, opisując problem zwięźle. Pytanie trafi do specjalistów korzystających z serwisu, nie do konkretnego lekarza. Pamiętaj, że zadanie pytania nie zastąpi konsultacji z lekarzem czy specjalistą. Miejsce to nie służy do uzyskania diagnozy czy potwierdzenia tej już wystawionej przez lekarza. W tym celu umów się na wizytę do lekarza. Z troski o Wasze zdrowie nie publikujemy informacji o dawkowaniu leków. Ta wartość jest zbyt krótka. Powinna mieć __LIMIT__ lub więcej znaków. Specjalizacja Wybierz specjalizację lekarza, do którego chcesz skierować pytanie Twój e-mail Użyjemy go tylko do powiadomienia Cię o odpowiedzi lekarza. Nie będzie widoczny publicznie. Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych dotyczących stanu zdrowia w celu zadania pytania Profesjonaliście. Dowiedz się więcej. Dlaczego potrzebujemy Twojej zgody? Twoja zgoda jest nam potrzebna, aby zgodnie z prawem przekazać wybranemu przez Ciebie Profesjonaliście informacje o zadanym przez Ciebie pytaniu. Informujemy Cię, że zgoda może zostać w każdej wycofana, jednak nie wpływa to na ważność przetwarzania przez nas Twoich danych osobowych podjętych w momencie, kiedy zgoda była informacje o moim pytaniu trafią do Profesjonalisty? Tak. Udostępnimy wybranemu przez Ciebie Profesjonaliście informacje o Tobie i zadanym przez Ciebie pytaniu. Dzięki temu Profesjonalista może się do niego mam prawa w związku z wyrażeniem zgody? Możesz w każdej chwili cofnąć zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Masz również prawo zaktualizować swoje dane, wnosić o bycie zapomnianym oraz masz prawo do ograniczenia przetwarzania i przenoszenia danych. Masz również prawo wnieść skargę do organu nadzorczego, jeżeli uważasz, że sposób postępowania z Twoimi danymi osobowymi narusza przepisy jest administratorem moich danych osobowych? Administratorem danych osobowych jest ZnanyLekarz sp. z z siedzibą w Warszawie przy ul. Kolejowej 5/7. Po przekazaniu przez nas Twoich danych osobowych wybranemu Profesjonaliście, również on staje się administratorem Twoich danych osobowych. Aby dowiedzieć się więcej o danych osobowych kliknij tutaj Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.

Cóż życie o jakim można na razie tylko pomarzyć. W zasadzie do wyjazdu do Szwecji byłam przygotowana tak na 3 z plusem. Jak na mnie i moje możliwości:) Nie wiedziałam czego się tak naprawdę spodziewać po Vastra Hammen. Nie miałam bladego pojęcia, że zastaniemy tu coś tak fantastycznego.

Tylko moi rodzice wiedzą, ile siwych włosów się w życiu dorobili, bo nie bałam się chcieć. Kiedy odradzali mi wyprowadzkę do dużego miasta, z troski oczywiście, czy sobie poradzę. Poradziłam, nie sama, bo oni zawsze byli obok. I mąż mój był. Razem te decyzje podejmowaliśmy i trzymaliśmy się za rękę kiedy było dobrze i kiedy okazywały się fiaskiem. Bo i tak bywało. Czasami czułam się nie tylko życiowo na dnie, ale nawet jak zakopana w mule na tym dnie. Ale nigdy nie bałam się chcieć. Dopóki nie pojawiły się dzieci. Później te decyzje były spokojniejsze. Potrzebowałam spokoju i bezpieczeństwa. I teraz, ponownie właśnie ze względu na nie, dokonuję w życiu wyborów. Uciekam. Uciekam od schematów ponieważ chcę od życia czegoś więcej… Pisząc ten post, słucham tej piosenki, która ostatnio jest moją ulubioną. Jakby o mnie śpiewali… Posłuchaj proszę, zanim przeczytasz dalej. Większości się wydaje, że jak masz dobrą pracę, to masz wszystko. Też kiedyś wpadłam w ten schemat. Trwał 10 lat. Miałam dobrą i dobrze płatną pracę. Bardzo ją lubiłam. I nie da się ukryć, że byłam w niej kiedyś najlepsza. To nie brak skromności, ale nie boję się mówić o sobie dobrze. Wiele osiągnęłam w tej pracy i dzięki niej. Realizowałam marzenia i po prostu spokojnie żyłam. Miałam naprawdę dobrego szefa i dla wielu osób moja decyzja jest niezrozumiała. Po 10 latach odeszłam z korpo. Może nie do końca wyglądało to tak, jak sobie wymarzyłam, ale to postanowione. Czy było łatwo? Skąd! Było okropnie trudno. Uwierz, nie przespałam mnóstwo nocy. I wiele przepłakałam próbując na nowo poukładać sobie w życiu priorytety. Bo to jest tak, że niby w sercu wiesz, że najważniejsza jest rodzina i dzieci. Ale codzienność ma swoje plany. Okrutne i bolesne i kiedy czasem spojrzysz na swoje życie z dystansu, widzisz, jak bardzo odbiega ono od twoich priorytetów. I wtedy z bólem serca i pokorą przyznajesz, że niby taka najważniejsza a nie masz czasu z nią żyć… I wiesz co, dobra praca w życiu to nie wszystko! Drogi samochód, czy dom z ogrodem, to też w tym życiu nie wszystko. Ale jeszcze musisz mieć z kim to życie przeżyć, żeby te pieniądze coś znaczyły. Być może powiesz, że łatwo mi mówić, bo mąż nas utrzyma. No cóż. Nie ma dobrej pracy, uzależniony jest od sezonu i czasem szczęścia. Więc może i utrzyma a może za jakiś czas ja będę musiała poszukać nowej pracy, innej, takiej, co da kasę pewnie mniejszą ale czas zostawi. Czas, on jest tutaj najdroższy. I o ironio, nie można go kupić. Odeszłam, bo chcę czegoś więcej i nie boję się tego powiedzieć. Chcę móc pójść z dziećmi na spacer, kiedy jest ładna pogoda i zabrać je wcześniej z przedszkola na lody, bo się szybko stęsknię. Nie chcę wszystkiego upychać na weekendy i wkurzać się, że nie zdążyłam z nimi nic. Że nie zdążyłam spędzić z nimi dużo czasu zanim dorosną i powiedzą, że teraz koleżanki ważniejsze. Póki one chcą spędzać czas ze mną, chcę go dla nich mieć. Chcę mieć czas dla męża a nie zasypiać co noc na podłodze obok łóżka dzieci i wychodzić z domu, kiedy on przekręca się na drugi bok. Nie chcę, żeby zabrakło nam czasu i chęci, by pielęgnować nasze uczucie. Żeby to, co nas łączy zaczęło nas pomału dzielić. Nie chcę by mój dom był hotelem, dla nikogo z nas. Nie chcę żyć obok życia mojej rodziny. Chcę żyć będąc jej częścią. Być może da się łączyć pracę w korpo i jednocześnie mieć czas na wszystko, co w życiu ważne. Być może. Ja nie znalazłam tego balansu. Nie chcę się lansować na człowieka, który tak dobrze sobie ze wszystkim radzi, kiedy to tylko na obrazku ładnie wygląda. Życie nie jest takie proste. Sama przecież wiesz, jak często musisz dokonywać wyboru. Czy usiąść z dzieckiem na podłodze i powycinać bibułę czy pracować? Jeśli to się dzieje sporadycznie to ok. U mnie już tak nie było. Powoli blog stał się miejscem mojej pracy. To etat. Ciągnęłam to po nocach żeby po pracy mieć czas dla dzieci. Ale to i tak kwestia wiecznych wyborów, gdzie zawsze ktoś przegrywa. Najczęściej wszyscy. Nie chcę już żyć na niby. Teraz i tu buduję coś, co ma dla mnie największą wartość. Mam wrażenie, że to ja napisałam słowa tej piosenki a Ewa ją zaśpiewała. Zresztą zobacz jak pięknie… Co teraz? Teraz oddycham powoli i spokojnie. Moim miejscem pracy jest blog, którego właśnie czytasz. Zaczęłam go prowadzić, kiedy po wychowawczym wracałam do pracy. Nie dlatego, że mi się nudziło. Ale dlatego, żeby utworzyć sobie z czasem miejsce pracy dla samej siebie. Już wtedy wiedziałam i czułam, że korpo to już nie moje miejsce na ziemi. Ciężko pracowałam. Jednocześnie i tam i tutaj. Nieraz, a właściwie codziennie rzucając to z bezsilności. Ze zmęczenia i braku pomysłu. Ale wiedziałam jaki mam cel. Wiedziałam po co to robię. Wiedziałam, że samo odejście z pracy nie będzie łatwe, jeśli nie będzie gdzie. Bo jest rodzina, są dzieci, jest kredyt. Ale cały czas chciałam od życia czegoś więcej. I chociaż nie było łatwo, utworzyłam sobie alternatywne wyjście. To miejsce. Czy nie boję się tej decyzji? No coś ty, boję się bardzo. Czy będzie na leki, jak ktoś zachoruje, czy na ratę kredytu wystarczy. Boje się, ale strach to za mały powód, żeby czegoś nie zrobić. Odwaga nie oznacza braku lęku. Oznacza, że się działa pomimo tego lęku. Prawda? Bądź ze mną proszę, ja będę tutaj teraz bardzo często. Zmienię to miejsce, żeby było na wymiar. Dla mnie, dla ciebie. Teraz jesteś mi potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Twoje wsparcie jest na wagę złota! Jak kobieta kobiecie, być może matka matce, powiedz mi, że będzie dobrze… Coś podobnego?chcęChcę od życia czegoś więcejczegośjak odejść z korpojak prowdzić szczęśliwe życieododchodzęwięcejżycia How I Met Your Father. 2022. 25 min. 5,2 1 759. ocen. Dorosła Sophie opowiada synowi, jak poznała jego ojca. Jej opowieść przenosi nas do czasów nam współczesnych. Młoda Sophie wraz z przyjaciółmi próbuje zrozumieć kim jest, czego chce od życia i jak zakochać się w epoce aplikacji randkowych oraz nieograniczonych możliwości Podobno kto nie wie czego chce, znajdzie się tam gdzie nie chce i tak właśnie mam. Nie wiem co chcę robić w życiu zawodowym, a mam ponad 30 lat. Mam byle jaką pracę, którą znalazłam na przeczekanie, aż się dowiem czego chce ale to "przeczekanie" trwa już rok, dla mnie za długo, każdego dnia kiedy idę do pracy i z niej wychodzę uświadamiam sobie, że nie chcę tam więcej przychodzić i to mnie dobija jeszcze bardziej. Kiedy szukałam pracy długo nie mogłam znaleźć, bo nie wiedziałam czego chce, miałam za dużo pomysłów, teraz nie mam żadnych bo nic mi się nie chce. Wiem, że trzeba jakoś zarabiać pieniądze, więc zarabiam, ale jestem nieszczęśliwa, mam dużo zaoszczędzone chociaż mam wynagrodzenie minimalne, kupuje tylko podstawowe rzeczy, bo nie wiem nawet na co wydać pieniądze. Jestem samotna, nie umiem wychodzić do ludzi, próbowałam, nie potrafię, nie chcę, zdiagnozowałam u siebie ludziowstręt, główne objawy to: wkurzanie się na głupkowaty śmiech koleżanek, które śmieją się ze swojej głupoty, wkurzanie się na kolegów, których pasją jest picie piwa, wkurzanie się na sąsiadów, których pasją jest koszenie trawnika w sobotę popołudniu, wkurzanie się na siebie, że mnie ludzie wkurzają, że jestem samotnikiem. Jedyne istoty jakie mnie nie wkurzają to zwierzęta, przynajmniej nie gadają głupot, ja też nie lubię gadać, jestem milczkiem i kiedy chce sobie pomilczeć np. z psem w sobotę wieczorem to akurat sąsiad musi się oddawać swojej pasji Nie mam pasji, nie mam marzeń, nie mam planów. "Jak człowiek nie marzy – umiera. " Ryszard Riedel Wiem, że stara jestem ale doradźcie mi coś, jak dobrze przeżyć tą starość, bo dzieciństwa i młodości nie było, a dorosłość nie była ciekawa, to żeby chociaż na starość trochę radości.

Autorka doskonale wiedziała jak stworzyć napięcie i „zagmatwanie”, przez co czytelnik do samego końca nie wie czego może się jeszcze spodziewać. I to było tak genialne, że wierzcie mi, czytałam książkę do późnej nocy, nie mogąc się od niej oderwać - a dla mnie, osoby która o 23 jest dawno w łóżeczku, to nie lada wyczyn ;)

Z tego odcinka dowiesz się:– co robiłam ze swoim życiem, zanim znalazłam swój kierunek (i czy skończyłam poszukiwania?);– jakie nastawienie pomogło mi wytrwale szukać?– od czego zacząć, by szukać pomysłu na życie? TRANSKRYPCJA Cześć i czołem, nadchodzi Burza! Dziś pogadamy o pytaniach spędzających sen z powiek małym i dużym, a mianowicie: co mam zrobić ze swoim życiem? Jaką mogę mieć pasję? Skąd wziąć pomysł na siebie. Przez wiele lat sama zadawałam sobie te pytania i co najlepsze, nadal je sobie zadaję! Ale teraz nie jest to już dla mnie tak męczące. Nie znam receptury na bezbłędne znalezienie swojej pasji czy kierunku w życiu. Bo to wcale nie jest proste. Więc jeśli czujesz frustrację, że nie wiesz co ze sobą zrobić, przydadzą Ci się moje spostrzeżenia z wyznaczania sobie kierunku w życiu. Dobra, to teraz rozkład jazdy. Najpierw w telegraficznym skrócie opowiem Ci moją historię. Później pogadamy o nastawieniu ułatwiającym poszukiwania swojej ścieżki i na końcu podpowiem, jak ułatwić sobie tę misję. Wiem, że pewnie chcesz od razu dostać tipy. Ale one nie wypalą, jeśli masz szkodliwe nastawienie, bo koniec końców wrócisz do dołka frustracji. Moja historia Na przestrzeni gimnazjum i liceum żyłam w wyobrażeniu, że powinnam wybrać sobie ścieżkę życiową raz a dobrze. I poprzez ścieżkę życiową miałam na myśli tylko i wyłącznie pracę. Członkowie mojej rodziny w większości piastowali jedno stanowisko w jednym miejscu przez prawie całe życie. Na dodatek mama przekazała mi smutną prawdę: jeśli nie nienawidzisz swojej pracy, to już jest sukces. Nie sądzę, żeby chciała mi tym podcinać skrzydła. Z jednej strony lubiła swoją pracę. A z drugiej wiedziała, że niewiele osób może się tym dodatek ludzie naokoło mnie pracowali, byle zarobić kasę. Nie byli pasjonatami. Częściej od wyznań „kocham swoją pracę!” słyszałam narzekanie. Miałam też mocną potrzebę bycia dumą dla rodziny. Każdą klasę kończyłam z czerwonym paskiem. Wychowując się w takim środowisku stwierdziłam, że wykorzystałam sto procent potencjału mojego umysłu. Skoro jestem skazana na nielubienie swojej pracy, to przynajmniej wybiorę ścieżkę, na której dobrze płacą. No i wybrałam medycynę. Studia, czyli droga przez mękę Ale nie dostałam się na nią bezpośrednio po maturze. Zabrakło mi sporo punktów. Czułam się jak śmieć, bo skoro się nie dostałam, to jestem beznadziejna. Kiedyś myślałam bardzo zero-jedynkowo. Ostatecznie poszłam na kierunek przejściowy, czyli na ekonomię i w międzyczasie uczyłam się, by poprawić maturę. To był szalony rok. Nie dość, że z nowymi wynikami dostałam się na medycynę, to jeszcze na ekonomii załapałam się na stypendium jako jedna z najlepszych na roku. No żyć nie umierać! Do czasu! Ekscytację szybko zastąpił niepokój. Mimo że osiągnęłam mój cel, prawie codziennie chciało mi się płakać. Miałam wielki mętlik w głowie, a rodzina irytowała się moim zachowaniem. Mimo niepokoju zaczęłam studia medyczne, nie chciałam zawieść oczekiwań. Będę lekarzem. Będę pomagać ludziom. Czy ja chcę być lekarzem? Nie chcę być lekarzem. Po roku rzuciłam studia z mglistą wizją, co ze sobą zrobić. Już w trakcie studiów medycznych szukałam alternatyw. Przypomniało mi się, że dobrze sobie radziłam z pisaniem, więc zaczęłam brać drobne zlecenia na teksty. Dodatkowo jako dupochron, gdyby pisanie nie wypaliło, wróciłam na ekonomię. Przyznam, że się na niej wymęczyłam, ale chciałam mieć coś w zapasie. Wiem, że istnieją przeciwnicy takiego podejścia. Ale studiowanie jako plan B dawało mi komfort psychiczny. Przyznam, że nie byłam zbyt zaangażowana w studia, bo bardziej zależało mi na pracy: pisaniu i rozwijaniu bloga. Pisanie i grafika Dzięki pisaniu dowiedziałam się o optymalizacji treści pod wyszukiwarki internetowe, tak zwane SEO. To było dla mnie ekscytujące, że mogę projektować tekst tak, by wpłynąć na moją pozycję w wynikach google. Ale z czasem ta praca stawała się dla mnie nużąca. Dodatkowo frustrował mnie brak dostępu fajnych płatnych narzędzi, z którymi mogłabym wykręcić jeszcze lepsze wyniki! W międzyczasie rozwijałam moją miłość do grafiki. Kolega z pracy uczył mnie Photoshopa, a ja pomagałam mu w nauce języka polskiego. Przy okazji poznałam kulisy pracy UX Designera, czyli osoby projektującej doświadczenia użytkownika stron internetowych. Ale ta zajawka szybko mi przeszła. W UX-ie brakowało mi kreatywnego tworzenia. Chciałam doprowadzać do wizualnej przyjemności w inny sposób niż dbać o odpowiednie odstępy pomiędzy poszczególnymi elementami strony oraz układać tekst tak, by paragrafy wyglądały schludnie i dobrze się czytały. Miałam jakieś tam podstawy Photoshopa, gdy odkryłam kolaże. Nie będę tu opowiadać całej historii z kolażami, bo możesz wysłuchać całości w odcinku podcastu na ten temat, podlinkuję go! W skrócie: kolaże siadły mi niesamowicie! Rozbudziły moją potrzebę do tworzenia na tyle mocno, że wróciłam do rysunku. Wtedy zaświtała mi myśl o byciu profesjonalną artystką, co nie do końca wypaliło. Chciałam sprzedawać swoje prace, ale nie chciałam być znana tylko z tego. Ponadto by zarobić na życie musiałabym sprzedać sporo plakatów. Plus brać zlecenia, czego, jak się okazało, bardzo nie lubiłam robić. Nie lubiłam świadczyć usług. Dlatego szukałam dalej. Podczas zmiany pracy dowiedziałam się, że można tworzyć coś takiego jak kursy online. I tam mogę dzielić się wiedzą. A tak się złożyło, że mocno podciągnęłam się w Photoshopie i moje kolaże zebrały grono zaciekawionych odbiorców, którzy pytali, jak robić takie cuda. I w gigantycznym skrócie tak powstała Szkoła Kolażu. Połączenie biznesu i tworzenia niesamowicie mi kliknęło! Planuję dalszą ekspansję. Chcę stworzyć platformę, na której będzie można poznawać kreatywne pasje i dzięki temu zdobywać umiejętności potrzebne do szukania swojej ścieżki w drodze doświadczyłam całej masy mniejszych i większych zajawek: tworzenie biżuterii, bycie stomatologiem, stworzenie bloga zarabiającego na reklamach, specjalista od facebook ads, bycie nauczycielką, szycie ubrań, granie na pianinie itd. Ale wiem, że to nie koniec mojego odkrywania. Moja wizja ciągle się klaruje i nie wykluczam, że będę potrzebowała zmiany. Może będę inwestować w roleksy? Albo zrobię płatne mailingi. Albo zostanę biznesową mentorką. Albo otworzę kurdę warzywniak i zacznę alpakoterapię. Nie uważam się za dzieło dokonane, zmiany są jak najbardziej normalne i jestem gotowa na nowe zajawki!Od małego byłam dobrym uczniem z paskami. Ale to miało swoją cenę. Starałam się być dobra we wszystkim i nie wiedziałam, na czym zależy mi najbardziej. Myślę, że osoby, które mają przeciętne wyniki w nauce też mogą mieć problem. Obrywają tekstami zdolny/zdolna ale leniwy/leniwa, słyszą, że są przeciętni, że muszą się podciągać z przedmiotów, w których są gorsi. I później nie wiemy, co naprawdę nas kręci. Często wynika to z naszych nabytych przekonań, które można zmienić. Dlatego przechodzimy do przekonań, które długo mnie ograniczały i mogą blokować również Ciebie! Schematy, które nas blokują Dlaczego wydaje nam się, że musimy od razu wiedzieć, co chcemy robić w życiu? W naszej świadomości utarł się schemat: skończ szkołę, zdaj maturę, skończ studia i pracuj gdzieś (najlepiej w jednym miejscu) do emerytury. Wydaje się, że już w wieku szesnastu lat musimy dokładnie wiedzieć, co chcemy robić. Bo trzeba wybrać liceum z odpowiednim profilem. A potem studia. Bo nie daj jeżu zmienimy zdanie po czterech latach studiów, rok przed magisterką i zmarnujemy 4 lata życia. Nie wiem jakie ty miałaś/miałeś albo masz wrażenia, jeśli właśnie przeżywasz osiemnastkę, ale mi się wydawało, że większość osób ma to rozpykane. A ja byłam w mentalnym rozpierdzielu, czytałam o różnorodnych kierunkach, ale totalnie nie mogłam nic dla siebie wybrać. Czytałam opisy kierunków i prac, jakie mogę po nich mieć (nie brałam pod uwagę opcji, by nie iść na studia, przecież nie po to poszłam do szkoły w większym mieście, by teraz marnować potencjał!). A tak naprawdę nie musimy od razu wiedzieć, co jest naszą pasją lub powołaniem! W wieku dziewiętnastu lat mamy pełne prawo być w procesie poszukiwań! Więcej niż jedno życie Dodatkowo warto zadać sobie pytanie, czy muszę mieć jedną życiową pasję? Bo według mnie to jest jak czekanie na tę jedyną, przeznaczoną nam osobę, która nas dopełni, niczym połówka pomarańczy. Może i jest to satysfakcjonujące na filmach, ale w prawdziwym życiu to się nie zdarza. Na różnych etapach życia mamy różne potrzeby i pragnienia. Zmieniamy się i nasze pasje również mogą się zmieniać. Część pasji i ścieżek może po prostu przestać do nas pasować. Przekonanie, że każdy ma jedno powołanie w życiu może Cię ograniczać w ewolucji. Na przykład ja myślałam o sprzedawaniu kolaży i generalnie byciu artystką-kolażystką. Ale po drodze bardziej przemówiło do mnie dzielenie się wiedzą. Czerpię dużą radość widząc, że uczniowie mojego kursu przełamują lęki związane na przykład z obsługą programu graficznego. Albo odkrywają, że są mega kreatywni. Ale żeby dojść do tego momentu, musiałam zacząć dzielić się moimi sekretami tworzenia, których do tej pory nie wyjawiałam zbyt chętnie. Gdybym nie pogodziła się z tym, że mogę jednocześnie być twórcą i dzielić się wiedzą, nigdy nie stworzyłabym Szkoły Kolażu. Życie, życie jest… grą. Nieskończoną. W akceptacji zmiany może pomóc teoria gier. Zakłada ona, że istnieją gry skończone i nieskończone. Grą skończoną może być mecz piłki nożnej. Rozgrywka ma ograniczony czas, ma określoną liczbę uczestników, którzy grają, by wygrać. Zasady gry skończonej są jasne. Natomiast przykładem gry nieskończonej jest życie. Nie ma uniwersalnego zbioru zasad, jak trzeba je przeżyć. Utrzymujemy się przy życiu nie po to, by wygrać jakieś złote gacie, a po to, by trwać w rozgrywce bez sztywnych ram czasowych zwanej życiem. Nie można go zamknąć jedynie w mierzalnych celach i dedlajnach. Żebyśmy mogli trwać i grać jak najdłużej, często konieczne są zmiany, adaptacja do nowych warunków. Jeśli nie pozwolimy sobie na tę naturalną kolej rzeczy, możemy doprowadzić się do wypalenia. Albo obudzić się w momencie wbijania kolejnych leveli kariery, której wcale nie chcemy. Nieskończone nastawienie rozwaliło mi mózg. Dzięki niemu jestem bardziej skłonna doświadczyć krótkotrwałej niewygody, na przykład trudów nagrywania kursu, na rzecz długotrwałych, fajnych rezultatów: czyli satysfakcji, że moi uczniowie uczą się robienia kolaży. I że dzięki temu będę mogła zaprosić innych twórców do współpracy. A kiedy będę czuła, że czas na zmianę (albo po prostu korektę kierunku), nie będę się bała wkraczania na nowe, nieodkryte terytoria, które mnie chcesz zgłębić temat gier skończonych i nieskończonych, polecam Ci książkę „Gra bez końca” Simona Sineka. Choć opowiada on o grze nieskończonej w kontekście prowadzenia biznesu i przywództwa, można dzięki niej zmienić postrzeganie również swoich osobistych celów i ambicji. Czy pasja MUSI być naszą pracą? Kolejnym ograniczającym przekonaniem jest to, że nasza pasja albo kierunek, w jakim chcemy działać, musi być bezpośrednio powiązany z pracą zawodową. A prawda jest taka, że nie każdą pasję albo zajawkę da się zmonetyzować na tyle, byśmy mogli z tego wyżyć. Albo nie zawsze będziemy wiedzieć, jak możemy ją zmonetyzować. Natomiast pomysł na siebie niekoniecznie musi być powiązany z zarabianiem pieniędzy. Możesz mieć pracę zarobkową która w jakiś sposób spełnia Twoje potrzeby i realizować się w pasji praktykowanej po godzinach. I to wcale nie jest gorsze rozwiązanie! Więcej: dla wielu osób to może być nawet lepsza opcja!Przez internety przewija się bardzo idealistyczne hasełko: znajdź swoją pasję, a nie przepracujesz ani dnia. I to jest straszny kit. Nie jesteśmy robotami. Możemy mieć gorsze dni. Możemy też doświadczyć kryzysów. I nawet największa miłość do pasji nie sprawi, że unikniemy przytłoczenia. Zwłaszcza jeśli to ona jest naszym źródłem utrzymania. Można się tylko nabawić poczucia winy, że czasem w kryzysowych momentach nienawidzimy tego, co POWINNIŚMY kochać. Uważam, że nawet rzeczy które kochamy mogą składać się z zadań, których nie lubimy, Na przykład ja bardzo lubię pisać, ale nienawidzę korekty i publikacji na blogu, tego całego przeklikiwania się przez wordpressa. To doprowadza mnie do szału. Albo skupimy się tylko na efekcie końcowym naszej pracy i zapomnimy, ile radości można wyciągnąć z procesu. Znacznie zdrowsze jest przyjęcie swojej ścieżki z całym dobrodziejstwem inwentarza. Będą cudowne momenty. Będą trudne chwile. Być może przyjdzie czas na rozstanie, ale to nie będzie tragedia, bo wiemy, że pewne etapy naszego życia mają swój kres. Czy warto rzucić wszystko dla pasji? Pozostańmy jeszcze przy temacie pracy. Gdy jesteś na etapie odkrywania swojej ścieżki, nie musisz od razu rzucać dla niej roboty i przenosić się w bieszczady. W sumie to byłoby dosyć nieodpowiedzialne. Warto dać sobie czas, by poznać daną dziedzinę i zobaczyć, czy jesteśmy gotowi dla niej przekraczać kolejne przeszkody. Wróćmy jeszcze raz do mojego przykładu. Nie rzuciłam medycyny, mojego bezpiecznego pewniaka, tylko badałam grunt i stopniowo zwiększałam liczbę godzin pracy jako copywriter. Zyskałam pewność, że pisanie to nie jest chwilowa zajawka i że mogę robić to przez dłuższy czas. I dopiero wtedy zrezygnowałam z medycyny. Może być też tak, że przytłacza nas temat albo rozmiar przedsięwzięcia, warto się zastanowić, czy da się to zrobić inaczej. Na przykład na mniejszą skalę. Nie mówiłam tego nigdzie, ale zanim zrobiłam kurs kolażu, chciałam zacząć z kursem pisania. Ale nie byłam na niego gotowa. Podchodziłam do niego jak pies do jeża, każdy moment pracy nad nim był szalenie bolesny. Ale wtedy pojawiła się inna opcja. Odbiorcy regularnie zadawali pytania o kolaże, a ja chciałam im pomóc na większą skalę. Więc zmieniłam plany i zamiast robić kurs pisania, zaczęłam pracować nad Szkołą Kolażu. I to było znacznie lepsze, bo ten krok był dla mnie znacznie łatwiejszy, mimo że sama produkcja potrafiła doprowadzić mnie do wycieńczenia i generowała dużo stresu. Ale teraz kiedy pomyślę o kursie pisania jako o następnym produkcie, to czuję już ekscytację: mam rozpykany proces i jestem gotowa na udźwignięcie tego wyzwania. Podsumowując, jeśli do realizowania nowych projektów potrzebujesz poczucia bezpieczeństwa, to nie musisz od razu skakać na główkę w głębiny. Na dobry początek możesz zanurzyć duży palec u stopy. A żeby Ci ich oszczędzić, zapraszam do ostatniej części, czyli do postaw i wskazówek, które pomogły mi znaleźć obecne pasje i które pewnie jeszcze nieraz wykorzystam! Jak znalazłam obecne pasje? Odpowiedzi przychodzą do przygotowanych Pierwsza i najbrutalniejsza lekcja: pasja sama do Ciebie nie przyjdzie! Zupełnie tak jak nie poznasz fajnych ludzi, oglądając całymi dniami seriale. Żeby znaleźć coś swojego, trzeba próbować nowych rzeczy. Większość prób będzie niewypałami. I to jest normalne. Ale żeby odkryć co jest wypałem, trzeba poświęcić czas, by zagłębić się w daną dziedzinę i dać jej szansę nas oczarować. Na przykład ja tak miałam z aktywnością fizyczną. Przez wuef jej nie cierpiałam, kojarzyła mi się tylko ze wstydem. Ale kiedy odkryłam, że sport niekoniecznie oznacza sporty zespołowe i mogę czerpać przyjemność z aktywności bez oceny w dzienniku, pokochałam rower i siłownię. Dlatego warto wystawiać się na doświadczenia i dawać sobie (i nowym zajawkom) czas. To jest gra nieskończona, pamiętasz? Nie musisz od razu znać swojego życiowego powołania. Co umiesz, lubisz i chcesz robić ze swoim życiem? Poszukując swojej ścieżki w życiu warto wziąć pod uwagę swoje mocne strony. I nie mam tu na myśli jedynie typowych umiejętności, takich jak malowanie akwarelami czy programowanie. Jeśli nie umiemy rzucić za trzy punkty albo liczyć całek to nie znaczy, że nie mamy żadnych zdolności. Możemy być genialni w łączenie ludzi. Istnieją osoby, które momentalnie rozkręcają imprezę i rozmawiają z Tobą z taką dozą serdeczności, jakbyście się znali od lat. Albo zarażają entuzjazmem. Albo nie szczypią się z realizacją planów, tylko od razu wcielają je w życie. Albo są mistrzami organizacji. Warto brać pod uwagę wszelkie te tak zwane umiejętności miękkie, ponieważ podobnie jak bardziej namacalne zdolności, też mogą nam pokazać, jaki kierunek w życiu może być dla nas dobry. Jeśli lubisz śmieszkować, a Twoje historie przykuwają uwagę każdego, może warto spróbować warsztatów improwizacji. A jeśli doskonale potrafisz zorganizować sobie tydzień, może jesteś w stanie nauczyć tego innych albo stworzyć narzędzie, z którym nawet dzieci chaosu zaczną rozpykiwać zadania. Drugim elementem układanki jest analiza tego, co lubimy i chcemy robić. To nie musi być nasza miłość życia. To nie musi być jedna rzecz. Wystarczą czynności, które potrafią wywołać uśmiech na Twojej twarzy. Albo czujesz, że przy nich się relaksujesz. Na przykład oglądanie i dzielenie się fajnymi memami ze znajomymi. Nawet tak trywialna rzecz może doprowadzić Cię do odnalezienia pasji. Może sprawiłoby Ci radość prowadzenie Instagrama z memami własnej roboty? Dziewczyna pracująca w żabce stworzyła konto frogposting zawierający memy dotyczące tej sieci sklepów ratujących tyłki w niedzielę. Natomiast jeśli chcesz powiązać swoją ścieżkę zawodową z pasją, to warto się skupić na ulubionych aktywnościach, które możesz wykorzystać w pracy, włączając w to umiejętności miękkie typu trafne komentarze rzeczywistości. Warto wypisywać nawet największe drobiazgi, bo każdy z nich może być punktem zaczepienia w poszukiwaniu swojej ścieżki. To jest zadanie, które możesz wykonać samodzielnie. Nikt nie musi o nim wiedzieć, więc nic go nie oceni. Ciebie też zachęcam, by nie wartościować swoich preferencji. Po co krytykować pomysły, skoro dopiero je zbierasz? Skorzystaj ze wsparcia albo bądź swoją podporą Przez to, że kojarzymy umiejętności głównie z namacalnymi kompetencjami, nawet nam nie przychodzi do głowy, że nasza zdolność do generowania pomysłów albo bycie doskonałym słuchaczem lub słuchaczką może być w ogóle użyteczna i że możemy wokół niej coś budować. Dlatego jeśli wydaje Ci się, że tak naprawdę to nic szczególnego nie umiesz, to poświęć kilka wieczorów na zastanowienie się, czy na pewno to jest prawda. A jeśli nie możesz niczego wymyślić, to zwróć się po pomoc do swoich bliskich osób. Może Cię zaskoczyć, jakie cechy w Tobie widzą. A jeśli nie masz wokół siebie wspierających ludzi, to zaopiekuj się sobą. Wyłącz krytyczne głosy surowej matki czy toksycznych kolegów z pracy. Jesteś teraz w swojej głowie i tu możesz prowadzić rozważania, których nikt nie wyśmieje ani nie umniejsza. Możesz poddać analizie swoje nawet najbardziej oczywiste cechy. Zastanów się też, co umiesz robić dobrze. Liczy się nawet malowanie paznokci i robienie sernika. Te rzeczy nie dzieją się same. To Ty je robisz. I cechy Twojego charakteru takie jak precyzja czy zauważanie nietypowych połączeń sprawiają, że coś wychodzi Ci fantastycznie. Wiem, że to może Ci się wydawać błahe, ale skoro i tak nie do końca wiesz, co ze sobą zrobić, może jednak warto sięgnąć po kartkę papieru i spisać, co masz do zaoferowania? Inwestycja w siebie I na sam koniec mam dla Ciebie wyświechtany, ale mądry frazes: najpewniejsza inwestycja, która zawsze się zwraca, to w samego/samą siebie. Mimo większości życiowych zawirowań doświadczenia i wiedza z nami zostają! I potrafią się przydać w najmniej spodziewanym momencie. Na przykład drogie szkolenie z reklam na facebooku pomogło mi w zdobyciu pracy. Gdybym nie zaczęła pisać bloga o usuwaniu plam z ubrań, który chciałam zmonetyzować dzięki reklamom, to nie miałabym pojęcia o SEO. I nie odkryłabym, że lubię pisać. Pomysł na monetyzację nie wypalił, ale doświadczenia jak najbardziej zostały. Dzięki pisaniu tekstów na zlecenie na Fiverrze zrozumiałam, że nie chcę tworzyć treści na zamówienie. Gdybym nie zaczęła pisać bloga i nie potrzebowałabym ciekawych grafik do zilustrowania postów, nie natknęłabym się na kolaże. Dzięki podejmowaniu się nowych prac, projektów i nauce wystawiamy się na doświadczenia, które później mogą nam pomóc. Nawet praca jako kelnerka może później sprawić, że obsługa klienta w Twoim sklepie internetowym będzie drugiej strony warto uważać na pułapkę wiecznego doszkalania się. Nauka jest super, o ile później wykorzystujemy wiedzę. Natomiast jeśli w ogóle nie wcielamy jej w życie, tylko wiecznie się uczymy i uczymy, to już wpadamy w pułapkę prokrastynacji. Kupowanie kursów, pobieranie darmowych ebooków czy uczestniczenie w szkoleniach jest łatwiejsze od działania. W teorii jakaś ścieżka może być super, ale dopóki na nią nie wkroczysz, nie będziesz wiedzieć czy jest dla Ciebie. Podsumowanie Podsumowując, poszukiwanie swojej ścieżki jest długim procesem. Raczej nie ukończysz tej misji w jeden wieczór. I niekoniecznie musi ona dać jednoznaczny rezultat. Ale jeśli czujesz, że chcesz znaleźć swoją rzecz, to warto działać, żeby zebrać jak najwięcej doświadczeń i poznać swoje mocne strony. Szkoła i przekonania wpajane przez najbliższych mogą nam przeszkadzać, ale pamiętaj, że kiedy już stajemy się pełnoletni, to my bierzemy odpowiedzialność za to, co zrobimy ze swoim życiem. Temat jest niesamowicie obszerny, można o nim gadać godzinami, więc spodziewaj się jeszcze wielu odcinków z tej serii. A teraz dziękuję za ten wspólnie spędzony czas. Nie karm kaczek chlebem, szoruj cytryny i poświęć w tym tygodniu czas, by się sobą zaopiekować. A jeśli czujesz, że chcesz spróbować kolaży, to zapraszam cię na stronę Ściskam, pa pa!Magda Magda Owsiany Jestem Magda. Chcę pomagać osobom głodnym tworzenia w zdobywaniu umiejętności pomagających im odkrywać i rozwijać pasje, by mogły one odpowiedzieć na pytanie „co chcę robić w życiu?“. Jak wypełniam tę misję? Zerknij na blog i kursy! Prywatnie jestem wielką kociarą, lubię nagrywać filmiki telefonem, mam w sobie wielką ciekawość świata i walczę z uzależnieniem od cukru. Idę jak burza! Bezpłatny newsletter pomagający budować życie na własnych warunkach. Co piątek. Na Twojej skrzynce.

Nie masz tendencji do rozpamiętywania przeszłości, lubisz znać opinię innych. Polecane zawody: filozof, teolog. 1.nie wiem czego chcę od życia 2. nie mam silnej woli 3.nie umiem udzielać rad 4.mam tendencję do rozpamiętywania przeszłości 5.na pewno nie będę ani filozofem ani teologiem a tak to się zgadzam🙃

Nie wiem czego chce…Jak odkryć czego chcę w życiu?Dlaczego warto odkryć swój życiowy cel?Nie wiem czego chce…Satysfakcja i zadowolenie z życia często pojawiają się wówczas, kiedy osiągamy zmierzone cele i spełniamy marzenia. Człowiek spełniony realizuje się zawodowo lub tez prowadzi stabilne rodzinne życie, czy podróżuje po świecie. Co jednak w sytuacji, kiedy nie masz pojęcia czego chcesz i co tak naprawdę da Ci spełnienie? Jak odkryć swój życiowy cel i zdecydować gdzie jest Twoje miejsce?Jak odkryć czego chcę w życiu?Większość Twoich znajomych ma już określone życiowe cele i priorytety, a Ty nadal miotasz się i zastanawiasz co możesz zrobić ze swoją przyszłością? Męczysz się w nieudanym związku lub obecnym miejscu pracy, jednak nie wiesz jak to zmienić? Zacznij więc małymi krokami poznawać siebie i daj sobie szansę na życiowe zadręczaj się. Intensywne myślenie o tym, że wciąż nie ma w Twoim życiu celu jest bezsensu. Nie zadręczaj się i nie szukaj na siłę czegoś, co Cię uszczęśliwi. Takie obwinianie siebie o swoje porażki i niepowodzenia prowadzi do stresu i znacznie utrudnia odkrycie czego naprawdę się na błędach. Pomyśl o tym, że mimo tego iż nie masz pojęcia czego chcesz w życiu, to z pewnością możesz zrobić listę rzeczy, których na pewno nie chcesz. Nie pasuje Ci praca w sklepie? To już jakaś informacja. Nie lubisz podróżować a może nie chcesz posiadać gromadki dzieci? Nie bój się wykreślać i eliminować ze swojego życia rzeczy, które sprawiają, że czujesz się źle. Zanim dowiesz się, czego chcesz to przejdziesz pewną drogę, dzięki której zrozumiesz gdzie na pewno nie ma dla Ciebie do wizji z dzieciństwa. Zastanów się całkiem na spokojnie, o czym marzyłaś jako dziecko? Może gdzieś w Twojej podświadomości jest jakieś marzenie, które przybliży Cię do celu i chociaż dawno już pozbyłaś się go i zakopałaś głęboko w myślach, to ono wciąż żyje i warto po nie sięgnąć?Zrelaksuj się. Zanim szukać na siłę swojego szczęścia zacznij od małych rzeczy. Zrelaksuj się w wannie, wyjdź na rower, na imprezę a może zaplanuj krótki weekend? Kiedy pozbędziesz się stresu i spróbujesz przewietrzyć myśli, to życie może wydać Ci się całkiem nowych rzeczy. Być może jesteś sceptycznie nastawiona na różne pomysły, jakimi rzucają Twoi znajomi, jednak zanim zrezygnujesz to warto chociaż spróbować. Może okazać się, że broniłaś się przed czymś, co świetnie Ci wychodzi i zechcesz to kontynuować, tym samym odnajdując w życiu jakiś to, co lubisz. Gdybyś musiała wymienić, co tak naprawdę lubisz robić? Pierwsza myśl, jaka przychodzi Ci do głowy to może być kierunek na Twój życiowy cel. Warto zadbać o zaplecze finansowe, więc nie zadręczaj się poczuciem, że pracujesz bez celu i bez żadnego sensu. Nawet, jeżeli nie lubisz aktualnej pracy, to postaraj się traktować to jako drogę do rozwoju i zabezpiecz się finansowo na tyle, ile możesz, a potem realizuj warto odkryć swój życiowy cel?Ludzie, którzy latami tkwią w miejscu, które im nie odpowiada często wpadają w depresje lub też znacznie gorzej funkcjonują w społeczeństwie. Dobrze jest poznać swoje potrzeby i małymi krokami odkrywać siebie. Nikt nie wyznaczył magicznej granicy, po której przekroczeniu jesteś już skazana na życiową porażkę. Nie musisz się spieszyć i na siłę próbować być szczęśliwą. Masz na to całe życie. Korzystaj więc z tego, co lubisz, otaczaj się dobrymi ludźmi i pozytywnymi emocjami, a cel sam się pojawi. Dobrze będzie jeżeli zadbasz także o swoją kondycję, zdrowie i rozwój. Dzięki temu będziesz mieć siłę i energię do korzystania z życia. Praca nad sobą i rozwijanie zdolności sprawią, że podniesie się Twoja samoocena i nic o czym marzysz już nie będzie Ci się wydawało nieosiągalne. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł lub korzystasz z mojej wiedzy na swoim blogu lub stronie www to wstaw proszę u siebie link do źródła: Tagi: ⭐ nie wiem czego chce w związku, nie wiem czego chce depresja, mam 30 lat i nie wiem czego chce, jeśli nie wiesz czego chcesz, musisz wiedzieć czego chceszczego tak naprawdę chcesz w yciuZobacz teżNapisz do mnieO mnie Jestem doświadczoną kobietą, wróżką i numerologiem. Moja sprawność w interpretacji rozkładów kart tarota i uzupełnianie jej numerologią zadziwia często nawet mnie, stąd pewnie tak spore zainteresowanie moimi wróżbami. Oprócz wiedzy teoretycznej i praktycznej, wykazuję się również szczerością w moich wróżbach, dlatego masz pewność, że powiem Ci zawsze to co pokazały mi karty a nie to,co chcesz usłyszeć Zawsze stawiam na szczerość i prawdę rozkładając karty, ponieważ to zawsze popłaca. Więcej o mnie przeczytacie Państwo tutaj: o mnie W przypadku zainteresowania moimi wróżbami proszę o kontakt pod tym adresem e-mail: wrozka@ Lub za pomocą formularza kontaktowego na stronie zamów wróżbę. Pozdrawiam o mnie “Witam Pani Otylio, bardzo dziekuje za wrozbe. Wiem, ze jak Pani pisala wrozba nie jest wyrocznia, i ze to my sami ksztaltujemy ostatecznie nasz los. To bardzo madre slowa. Dlatego niezaleznie od wrozby bede usilowal, wplynac na swoj los, majac jednak na uwadze wlasne mozliwosci i nie przekraczajac ich na sile. Przyznam, ze nie bardzo wczesniej wierzylem w tego rodzaju przepowiednie, ale to, co Pani mi przekazala jako wrozbe z przeszlosci, majac tylko te dane, ktore podalem, wprawilo mnie w konsternacje. Wiele spraw sie potwierdzilo, dlatego z tym wieksza uwaga bede sledzil przyszlosc i jej potwierdzenie we wrozbie. Jeszcze raz bardzo dziekuje i pozdrawiam. ” Pan Bogusław "Spotkalismy sie 2 razy i juz wiem ze na tym koniec , zreszta kawalek mieszkamy od siebie , wierze w to co Pani napisala. Na pewno jesli bede miec jakis dylemat w przyszlosci to zglosze sie do Pani , bo nie tworzy Pani czegos czego nie ma , jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam." Pani Iwona “Witam, Serdecznie dziękuję za odpowiedź. Dodała mi Pani wiary i chęci do dbania o przyszłość. Pozdrawiam, ” Pani Urszula KLIKNIJ, aby zobaczyć wszystkie opinieDarmowe wróżby TAROTZ 3 KART TAROTZ 5 KART TAROTLENORMAND LOSUJRUNĘ KARTYCYGAŃSKIE KARTYKLASYCZNE TAROTNA DZISIAJ TAROTTYGODNIOWY TAROTMIESIĘCZNYNajciekawsze na blogu O MNIE I O MOIMWRÓŻENIU OPINIE O MOICHWRÓŻBACH PRZYKŁADYROZKŁADÓW ZNACZENIEKART TAROTA WIELKIEARKANA MAŁEARKANA JAK DZIAŁATAROT ? CZY TAROT JESTWIARYGODNY ? CZY TAROT SIĘSPRAWDZA ? O CO PYTAĆKARTY TAROTA ? JAK OPISAĆSWOJĄ SYTUACJĘ ? JAK TRAKTOWAĆWRÓŻBĘ Z KART ? KARTYANIELSKIE KARTYCYGAŃSKIE TAROTLENORMAND TAROTPARTNERSKI NUMEROLOGIAPARTNERSKA DOPASOWANIEZNAKÓW ZODIAKU KALKULATORNUMEROLOGICZNY ZNACZENIEGODZIN LICZBYANIELSKIE NUMEROLOGIAZWIĄZKU ZNACZENIE DATYURODZENIA PORTRETNUMEROLOGICZNY DLA MĘŻCZYZNO KOBIETACH DLA KOBIETO FACETACH EMOCJEUCZUCIA ZWIĄZKIUCZUCIOWE ZDRADYROMANSE PROBLEMYŻYCIOWE ROZWÓJOSOBISTY TECHNIKIWIZUALIZACJI AFIRMACJEZ PRZYKŁADAMI TECHNIKIMEDYTACJI JAK USPOKOIĆMYŚLI ? JAK POLUBIĆSIEBIE ? JAK OPANOWAĆZŁOŚĆ ? JAK SOBIEWYBACZYĆ ? JAK WYJŚĆ ZESTREFY KOMFORTU ? JAK POKONAĆSTRACH ? SPOSOBY NASTRES JAK OSIĄGNĄĆSZCZĘŚCIE ? MIŁOŚĆKARMICZNA BLIŹNIACZYPŁOMIEŃ WRÓŻBYMIŁOSNE JAK ODZYSKAĆMIŁOŚĆ ? CZY JEST SZANSANA POWRÓT ? JAK ZAKOŃCZYĆZWIĄZEK ? MAGIACZARY ENERGETYKACZŁOWIEKA SYMBOLEEZOTERYCZNE MAGIAMIŁOSNA ZAKLĘCIAMIŁOSNE SPĘTANIEMIŁOSNE TAJEMNICECZAKR JAK ODBLOKOWAĆCZAKRY AURACZŁOWIEKA WAMPIRYENERGETYCZNE JAK PODNIEŚĆWIBRACJE ? HIPNOZAREGRESYJNA CZY KTOŚ RZUCIŁNA MNIE UROK ? ODCZYNIANIEUROKÓW ZŁA ENERGIAW DOMU SŁYNNEPRZEPOWIEDNIE TERAPIEALTERNATYWNE ZNACZENIESNÓW CZY MARZENIASIĘ SPEŁNIAJĄ ? CZY BĘDĘSZCZĘŚLIWA ? CO MNIE CZEKAW PRZYSZŁOŚCI ? UKRYTYNARCYZM CZYM JESTFONOHOLIZM ? ZABURZENIAODŻYWIANIA ILE BĘDĘMIAŁA DZIECI ? KIEDY ZAJDĘW CIĄŻĘ ? KIEDY WYJDĘZA MAŻ ? HOROSKOPCHIŃSKI CHIŃSKIEZNAKI ZODIAKU HOROSKOPCELTYCKIZnaki zodiakuKliknij na interesujący Cię znak zodiaku, aby przeczytać jego rozbudowaną charakterystykę:

- Posłuchaj w kanałach streamingowych: http://www.soundline.biz/NEITWiemCzegoChce „Wiem czego chcę” to krótka historia napisana o tym, że warto iść za Jeśli jest w moim życiu jakakolwiek rzecz, której żałuję, to to, że przez osiem lat chorowałam na anoreksję i że wyszłam z tego gówna dopiero w wieku 25 lat. Niby co Cię nie zabije, to Cię wzmocni, ale jak coś Cię zabija dostatecznie długo, istnieje spora szansa, że zostanie z Ciebie ino mokra szmata. Niby będziesz żył, ale co to za życie? Ja wymiksowałam się z tematu w ostatniej chwili. Lucky me, mogłam dziś poruszać się w chodziku i montować sobie co rano sztuczną szczękę. REWOLUCJA VS EWOLUCJA Teoretycznie powinnam żałować wielu rzeczy. Liznęłam trochę patologii, widziałam rzeczy, o których chciałabym zapomnieć, podjęłam całą masę fatalnych decyzji, a jako DDA miałam [mam?] skłonność do wchodzenia w toksyczne relacje z nie tymi ludźmi. Z nie tymi mężczyznami. Ale nie żałuję, bo te związki, te obrazy, te chwile przez lata mnie kształtowały, nadawały rys i sznyt, za każdym razem przy zetknięciu z podłogą pokazując, że ups, I did it again i że może więcej już niekoniecznie. W końcu człowiek uczy się całe życie. Im więcej takich gleb zaliczy, im więcej tych samych błędów popełni, tym większa szansa, że w końcu jakaś zastawka mu w głowie przeskoczy i że zacznie pewne rzeczy zmieniać. Albo i nie. Mnie przeskoczyła, szybko i boleśnie w okolicach magicznej trzydziestki [podobno kobietom włącza się wtedy żarówka, mężczyznom jakieś 10 lat później, jaka szkoda, może gdybyśmy mieli lepsze synchro, na świecie nie byłoby tylu rozwodów, samobójstw i niekochanych dzieci]. Tak czy siak, rozpoczęłam długotrwały proces poznawania siebie, który w psychologicznej nowomowie nazywany jest często „skontaktowaniem z JA”. W sensie, jak człowiek jest „dobrze skontaktowany”, to znaczy, że nie ucieka, nie wypiera, nie projektuje i nie stosuje wszystkich tych pierwotnych mechanizmów obronnych, które nie pozwalają mu na lepsze wsłuchanie się w siebie. Na poznanie własnych potrzeb, marzeń, oczekiwań. Na zaakceptowanie tego, kim tak naprawdę jest. Bo możesz nad sobą pracować, ulepszać się, przełamywać schematy myślowe, ale nie przebudujesz nagle całej swojej osobowości, charakteru, temperamentu czy preferencji. Pewne rzeczy po prostu się dzieją, pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Nie ma sensu robić rewolucji tam, gdzie można zrobić ewolucję. OCZEKIWANIA VS RZECZYWISTOŚĆ Ale wróćmy na chwilę do upadków. Weźmy na przykład takie nieudane związki [one zawsze się dobrze klikają]. Po każdym z nich masz jakieś wnioski, przemyślenia. Zastanawiasz się, co spierdoliłeś/aś Ty, a co ta druga osoba. I dlaczego. I choć może nie do końca wiesz, jak stworzyć relację idealną [albo chociaż zdrową i mocną niczym w reklamie pasty do zębów], powoli dociera do Ciebie, jakiej relacji na pewno NIE CHCESZ. Bo na przykład nie chcesz już załatwiać problemów awanturą albo fochami. Nie chcesz czuć się w związku ignorowany, lekceważony, niesłuchany. Nie chcesz scen zazdrości. Nie chcesz być pod butem. Itede, itepe. Wbrew pozorom, choć może nadal nie do końca wiesz, jak powinien wyglądać DOBRY związek, jesteś na najlepszej drodze, żeby taki stworzyć. Wystarczy wyartykułować te wszystkie „nie chcę” drugiej osobie. Najlepiej od razu, w pierwszej fazie znajomości. Powiedzieć: „Nie chcę tego, tego i tego. Nie potrafię tak, tak i tak. Jestem taki, sraki i owaki. To i to mogę zmienić, tego zmienić nie umiem, a jeszcze tamtego – zwyczajnie nie chcę”. Wyobraź sobie, że mówisz tak dziewczynie, z którą spotykasz się od dwóch tygodni. I teraz ona, siedząc nad tym kubkiem kawy, czy co tam aktualnie pijecie, może wstać, powiedzieć Ci „a to wypierdalaj” i wyjść, a może też wziąć trzy głębokie wdechy, dać sobie trzy minuty na przemyślenie tematu i powiedzieć: „Dobrze, wchodzę w to. To teraz wysłuchaj, czego ja nie chcę”. Mam takie dziwne wrażenie, że właśnie w ten sposób powstają dojrzałe, udane związki. Od zdefiniowania tego, czego się w nich absolutnie nie akceptuje. TO CO CHCESZ VS TO CO CI SIĘ WYDAJE, ŻE CHCESZ Z resztą, tak jest w każdej sferze życia. Weźmy pracę. Rzadko kiedy na dzień dobry trafiasz do wymarzonej roboty. Zwykle zaczynasz gdzieś od parzenia kawy i przerzucania papierów, później zaliczasz kilku szefów dupków i gromadzisz kolekcję nieodebranych [i niepłatnych] nadgodzin, by w końcu zrozumieć, że pierdolisz takie życie. Po chwili budzisz się gdzieś w Bieszczadach, strugając stoły, które później opylasz warszawskim lemingom za nieco powyżej średnią krajową. Oczywiście ironizuję, ale jak myślicie, skąd biorą się te wszystkie historie ludzi sukcesu? Z sakramentalnego „NIE CHCĘ”. Nie chcę już dłużej zaharowywać się po godzinach. Nie chcę ładować kabzy pana prezesa, skoro wiem, że w tym czasie mógłbym ładować swoją. Nie chcę pracować w korpo. Nie chcę nosić białej koszuli. Nie chcę chodzić na spotkania, pisać raportów ani wklepywać durnych danych do Excela – w końcu jestem po ASP, do cholery! Itede, itepe. Kiedy już wiesz, czego na pewno nie chcesz, łatwiej odkryć to, czego chcesz, czego potrzebujesz, co sprawia Ci radość i czyni Cię szczęśliwszym. SZCZĘŚCIE VS POZORY SZCZĘŚCIA W dzisiejszych czasach pojęcia szczęście, radość, spełnienie, sukces są strasznie wyświechtane, zgwałcone przez reklamy, kołczów rozwoju i całą tego typu retorykę. Tymczasem szczęśliwe, spełnione życie jest wpisane w ludzką piramidę potrzeb. A my w tym naszym wszechobecnym pędzie i nieustannym spełnianiu CUDZYCH oczekiwań, zajebiście-strasznie-bardzo zagłuszamy samych siebie. NASZE potrzeby, marzenia, oczekiwania. Zagłuszamy je dobrze płatną pracą, mocnym alkoholem, dobrymi narkotykami, fejmem w social mediach i sportem. Zagłuszamy, będąc 24 h/doba na wysokich obrotach. Zagłuszamy, będąc na kolacji ze znajomymi i gapiąc się w telefon. Zagłuszamy, wykonując czynności bez chwili zastanowienia, PO CO my to w ogóle robimy. Widzę to u siebie, widzę u innych. I ja już tak dłużej NIE Ty? fot. Michel Fertig, ♥ 0 Like Like Miałaś rację, kiedy mówiłaś, że sam nie wiem, czego chcę od życia. Nie zastanawiam się nad tym, co mógłbym robić, bo jeżeli pozwolę sobie na marzenia, później będzie tylko gorzej. Mona Kasten , Save Me więcej
Nie wiem czego chce od życia, a ty? Ostatnio miałam urodziny. Ten dzień zawsze wzmaga myśli typu ,,co osiągnęłam?'' albo ,,ten i ten w moim wieku zrobił już tyle rzeczy'' bywają też ,,życie miało być inne''. Przyznam, te przemyślenia są dosyć dobijające. Mało kto cieszy się z upływającego czasu. Jak byłam małą dziewczyną, wyobrażałam sobie, że w wieku 21 lat urodzę pierwsze dziecko. Dlaczego? Bo społeczeństwo wymaga tego, aby ukończyć szkołę, znaleźć odpowiednią pracę, bratnią duszę, wziąć ślub, w międzyczasie urodzić dziecko. Taki porządek, prawda? Też tak myślałam. Jednak gdy teraz mam 22 lata, nie wyobrażam sobie aby być matką. Nie trzeba być na to gotowym tak jak inni. Czemu o tym wspominam? Zastanawiam się nad tym co w swoim życiu osiągnęłam. Jestem świadoma, że inni osiągnęli o wiele więcej w tak młodym wieku, ale czy to oznacza, że my ponieśliśmy porażkę? Mamy się poddać? Wcale nie! :) Możemy osiągnąć jeszcze o wiele, wiele więcej! Nie można patrzeć życiem innych, mamy własne. Popełniamy swoje błędy, uczymy się na nich, wyznaczamy własne ścieżki. Przykład Harrison Ford. Każdy go zna! A mało kto wie, że przełom w jego karierze nastąpił w 1977 roku, czyli w wieku 35lat (o ile się nie mylę). Wcześniej grał niewielkie role i aby utrzymać rodzinę, zajmował się stolarką. Co wy na to? Jeśli ktoś potrzebuje większej motywacji w tym stylu, zapraszam do zobaczenia tego filmiku klik! :) Nie możemy porównywać się do innych, każdy z nas jest wyjątkowy. Pamiętajcie o tym każdego dnia. Wianek zrobiony własnoręcznie - jak? Klik - zobacz filmik! :)Sweter SheIn - klik w link! *** Przypominam o drugim koncie na instagramie!Będę dodawała tam więcej przedpremierowychujęć i jedynie zdjęcia z sesji :)Klik w link! ***Możecie mnie znaleźć również na innych stronach:
\n\n\n \nnie wiem czego chcę od życia
Jezeli chodzi o wybór pracy – wiem czego chcę, wiem, ze to musi być logistyka, bo świetnie się w tym czuję, ale też wiem, ze muszę używać w niej francuskiego, zeby nie stracić tej umiejętności. Szukam ofert z francuskim plus inne języki, np. angielski i francuski itp. Także szukam dalej. Pozdrawiam
Silna osobowość, która tworzy swój świat muzyki, gdzie panują łagodne dźwięki. Życie Sary Jaroszyk to ciekawa mieszanka dwóch światów, stworzonych z niebanalnych elementów. Sprawdź jej zapowiedź nowego albumu ”Światłocienie”, którego premiera odbędzie się już na początku 2018 roku!
Być może zbyt bardzo do serca wziąłem sobie to co przeczytałem w ostatnim okresie czasu, ale nie mogę nic na to poradzić. Tak to czuję i nie mogę odepchnąć od siebie tego uczucia. Chcę gdzieś wyjechać, nauczyć się języka, zobaczyć trochę Świata. Czy mi się to uda – nie wiem. Czy przełamię swój opór, opór żony
Podobno „Kto nie wie czego chce, znajdzie się tam gdzie nie chce” i ja chyba w tym miejscu jestem od bardzo dawna. Nie wiem co chcę robić w życiu zawodowym, a mam 29 lat. Obecnie wróciłem z pracy w Niemczech, bo miałem dość nie szanowania człowieka, szukam pracy w Polsce, ale nikt nawet nie dzwoni. To wszystko się ciągnie od tak dawna że nie wiem od czego zacząć. Hmm. Jak byłem mały to strasznie chciałem być architektem, sam projektowałem, tzn. tak sobie szkicowałem budynki, plany domów, mosty, jakieś bazy wojskowe haha itp.. Bardzo też lubię składać komputery, interesuje się najnowszymi trendami elektroniki, nawet niedawno mi nie dało i musiałem kupić nowego Samsunga S10e, chociaż miałem Samsunga S7, ale z natury tak mam że jak czegoś bardzo chce to zrobię wszystko żeby to kupić, jak chodziłem do szkoły nie było mnie stać, zresztą u mnie w domu też się nie przelewało. Wracając do tematu. Kiedy w 3 klasie gimnazjum wybierało się szkołę, wiedziałem że trzeba dokonać wyboru, wszyscy mi w głowie mieszali cała rodzina. Na 1 pozycji było liceum ogólnokształcące o profilu matematyczno-informatycznym, 2 pozycja technik informatyk i 3 pozycja technik elektryk. Niestety nie miałem tyle pkt, co trzeba i system przypisał mnie na technika elektryka, wszyscy w domu mnie od tumanów wyzywali, dzisiaj dopiero wiem że każdy chciał żebyśmy na studia szli bo wyznawali ta chorą zasadę że po studiach będziesz miał lepszą pracę. Mojej matce nie dało i poszliśmy do liceum i jakoś mnie tam udało się przepisać. Teraz wiem że to był najgorszy błąd. 3 Lata w liceum to był najgorszy okres w moim życiu, nauczyciele mnie gnębili przez pierwsze 2 tygodnie złapałem 21 ocen niedostatecznych i o października walczyłem żeby wyjść z zagrożeń. Jakoś mi się udało, ale nie zdałem matury z angielskiego. Więc na studia nie mogłem iść, oczywiście w domu się czepiali. Poszedłem do szkoły policealnej, medyk na technika masażystę, było super miałem zajebistą klasę po dzień dzisiejszy mam kontakt z niektórymi osobami. Oczywiście zdałem za pierwszym razem, maturę też w końcu zdałem, chciałem iść wspólnie z resztą na fizjoterapie. Ale nie dostaliśmy się więc chciałem iść na AWF, bo trenowałem sport zimowy ponad 10 lat. Dostałem się ale rodzice że to się nie opłaca itd., trzeba dojeżdżać do innego miasta, i tak mnie zniechęcili że poszedłem na jakiś durny kierunek Rolnictwo, Specjalność Planowanie przestrzenne i kształtowanie krajobrazu, potem w Krakowie zrobiłem magistra, studiowałem zaocznie pracowałem u siebie w małym zakładzie, w międzyczasie jeździłem na zbiory ogórków do Niemiec, od 2 lat byłem też tam ale jako normalny pracownik nie zbieracz, ale miałem dość nie szanowania człowieka, więc wróciłem tu do Polski. Mieszkam na Podkarpaciu w mieście Sanok. Niedawno spotykałem też kobietę młodszą o rok. Jest bardzo fajna, od samego początku wszystko się kleiło rozmowa, charaktery nasze itd. Ale ma dwójkę dzieci, jedno z byłym mężem po ślubie cywilnym, w tej chwili po rozwodzie, a drugie z jakimś przyjacielem, ale mówiła że im nie wyszło. A ja nie potrafię ich zaakceptować, do tego moja rodzina. Znam ją 2 tygodnie, to ciężko myśleć o przyszłości. Ale jak z nią jestem to czuję się jakbyśmy się znali wiele lat. Nie wiem co robić. Bardzo bym chciał ale te dzieci są chyba dla mnie przeszkodą. Do tego nie mam pracy, mieszkam z rodzicami, i to mnie dobija, chciałbym się wyprowadzić, ale chyba gdzieś dalej Rzeszów albo Kraków, ale tez ciężko by było. Mam też propozycję wyjazdu do USA i tam pracować, bardzo dobre pieniądze, ale coś za coś, znowu za granicą. Czuję że wszystko co dobre mnie już minęło. W styczniu zrobiłem kurs na koparki klasa 3 do 25 ton, ale tez robotę ciężko znaleźć wszyscy chcą z doświadczaniem, więc pomyślałem ze może kurs na wózki widłowe i praca w magazynie, albo kurs na prawo jazdy na kategorie C, w sumie mógłbym być kierowca. Mój brat np. postawił na swoim i poszedł na studia do Krakowa, teraz zarabia bardzo dobrze i ma spokój. A ja nigdy nie będę taki jak on, po prostu coś chyba ze mną jest nie tak. Nie wiem co dalej robić, ciągle wszystko ucieka. Nie chce pracować na produkcji. Powiedzcie mi co ja mam dalej robić. Tłumaczenia w kontekście hasła "what I want out of life" z angielskiego na polski od Reverso Context: You know, what I want out of life. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
Jestem 21-letnią dziewczyną. Na bloga trafiłam przez przypadek,ponieważ szukałam coś co mogło by mnie podnieść na duchu i widzę,że dobrze blog mnie zmotywował do życia,lecz obawiam się,że na krótką problem polega na tym,że nie mogę się odnaleść zawodowo(z zawodu jestem fryzjerką),próbuję robić różne rzeczy,ale nie ma nic co bym lubiła i co sprawiało by mi satysfakcję z wykonywanej co dzień także nie mam żadnego hobby,które sprawiałoby mi popadłam w całkowity bezsens i nie wiem jak się z tego bardzo tym zmęczona,ponieważ inni ludzie mają prace którą lubią i pasje którym się oddają,a mnie tak naprawdę nic nie powinnam w takiej sytuacji pójść do psychologa? Hej, Przede wszystkim chciałem Ci podziękować za list. Miło, że mój blog zmotywował Cię do życia, lecz szkoda, że tylko na krótką chwilę. Dużo ludzi ma problem nad wybraniem określonej branży czy kierunku w której chcieliby się rozwijać. Patrząc na odpowiedzi studentów na pytanie dlaczego wybrałeś ten kierunek wielu odpowiada „Nie wiem”, „Jakoś tak wyszło” lub „Bo to dobra szkoła” a tylko niewielki odsetek ludzi mówi, że naprawdę kocha dany kierunek. Określenie swojej ścieżki życiowej nie jest co prawda najłatwiejsze, aczkolwiek nie jest to zadanie niewykonalne. Ludzie popełniają jeden wielki błąd, a jest nim przede wszystkim to, że nie słuchają siebie samych. Zalewają nas zewsząd reklamy, opinie innych ludzi, informacje o zarobkach czy perspektywach rozwoju, a nie ma w tym wszystkim najważniejszego – naszego zdania. Działanie w oparciu o nie słuchanie się siebie samych, lecz innych osób prędzej czy później skończy się porażką. To Ty jesteś dla siebie najważniejszą osobą, więc SIEBIE powinnaś słuchać. Spróbuj przez kolejne kilka dni znaleźć dla siebie jakieś 30 minut wolnego czasu, który będziesz tylko sama ze sobą. Powyłączaj wszelkie urządzenia rozpraszające uwagę (telefon, komputer, telewizor) zamknij się we własnym pokoju, usiądź i spróbuj się rozluźnić. Będzie to najprostsza forma medytacji polegająca na skupianiu się na własnym oddechu. Usiądź wygodnie, zamknij oczy i weź powoli głęboki wdech i… wydech. Wdech… Wydech. Zrób tak kilkanaście razy, aż poczujesz, że jesteś spokojniejsza. Podczas wykonywania wdechu, skup się myślami nad tym, jak powietrze wypełnia Twoje płuca, a życiodajny tlen wędruje do wszystkich komórek Twojego ciała. Po kilku minutach Twoje myśli zaczną wolniej płynąć, a Ty staniesz się bardziej zrelaksowana. Siedząc w stanie relaksu zapytaj siebie: „Co chcę w życiu robić?” po czym zostaw to pytanie bez odpowiedzi. Niech Twoje myśli nadal płyną. Nie jest celem znalezienie odpowiedzi za pomocą analizy, lecz słuchanie swojego wewnętrznego głosu, który wskaże Ci drogę. Jest bardzo prawdopodobne, że za pierwszym razem nie dostaniesz żadnej odpowiedzi. Dzieje się tak dlatego, ponieważ nasz głos wewnętrzny jest zdominowany przez logiczny umysł, który nie pozwala mu się wypowiedzieć. Praktykuj takie ćwiczenie codziennie, postaraj się chociaż przez 20minut dziennie nie myśleć o tym problemie i zrelaksować się. Nie próbuj na siłę znaleźć odpowiedzi, ponieważ najlepsze pomysły przychodzą nam wtedy kiedy jesteśmy zrelaksowani. Wieczna analiza problemu doprowadzi Cię jedynie do frustracji. Odpuść, daj sobie czas, zajmij się czymś innym. Z początku będzie to trudne, ale zaufaj mi – warto. Co do spędzania wolnego czasu, możliwości jest naprawdę mnóstwo. Nie wiem co lubisz robić i jakie masz predyspozycje, ale ja najbardziej lubię oddawać się jakimś aktywnościom fizycznym. Ostatnio zacząłem biegać i muszę przyznać, że bardzo mnie to odpręża i wstrzykuje nową energię. Nie wiem czym chciałabyś się zająć. Nauczyć się czegoś np. języka? Poznać nowych ludzi? Zacząć uprawiać jakiś sport? Czytać książki? Podróżować? Opcji jest wiele i zarówno ja jak i psycholog nie może wybrać za Ciebie co chcesz robić. Każdy człowiek jest inny i ma inne preferencje. Spróbuj podjąć się jakiejś czynności i określ chociaż to czego NIE CHCESZ robić. Testując nowe aktywności z pewnością dojdziesz do tego co lubisz robić w wolnym czasie. Powodzenia!

Prawdopodobna przyczyna: Niemożność uzasadnienia swoich decyzji. „Nie wiem, czego chcę od życia”. Nowy wzorzec mentalny: Jestem osobą zdecydowaną. Doprowadzam do końca moje działania i wspieram siebie z miłością. Gangrena; Prawdopodobna przyczyna: Słabość psychiczna. Zagłuszanie radości trującymi myślami.

zapytał(a) o 08:52 Co ja zrobiłem źle? Czemu ona już nie chce mnie znać? Czy wyobrażałem sobie niewiadomo co i za dużo oczekiwałem od tej przyjaźni? (Długie pytanie) Poznałem kiedyś pewna dziewczynę przez internet na pewnej stronie nazwijmy te stronę"forum" Zaprzyjaźniliśmy się (podkreślam od początku to była tylko przyjaźń) Na początku było nawet dobrze między nami zaliczałem się wtedy to małej grupy jej internetowych znajomych fajnie nam się gadało i śmiało razem z innymi kiedyś przyznała że poza naszą grupą nie ma wogule przyjaciół i że nas choć to internet traktuje jak własną rodzinę starałem się z innymi być przy niej jak tylko się dało choć jak już mówiłem to był tylko internet z czasem byłem też jednym z tych którzy słyszeli od niej o tym jakie jest jej życie nie będę już teraz wchodził w szczegóły ale było naprawdę straszne od lat walczy z traumą po tym wszystkim w pewnym momencie kiedys nawet przyznała mi się do strasznych rzeczy które zrobiła..... takiego czegoś dla antencji raczej się nie mówi jakby to teraz wśród jej obecnych znajomych wyszło możliwe że nie miałaby już życia i mogliby się nią brzydzić i nienawidzić Trochę czasu od tego minęło i wątpię by teraz ktoś z nich wiedział to co ja (z tamtej grupy z forum chyba tylko ja zostałem najdłużej przy niej) W pewnym momencie mieliśmy spora przerwę w kontakcie długo kontakt był taki średni jednak gdy zaproponowałem jej spotkanie zgodziła się i to z entuzjazmem Jednak nie wyszło z mojej winy za późno powiedziałem kiedy konkretnie przyjadę i ona nie wiedząc tego pojechała gdzieś indziej widać było że jej przykro ale też sama przyznała że to tylko 50km dalej od jej miasta gdzie wtedy byłem i gdy zaproponowałem że może tam przyjadę gdzie wtedy była jeśli powie gdzie to jednak odsuwała mnie usilnie od tego pomysłu bez wyjaśnienia Przyjąłem to do wiadomości jednak w na próbę spotkania w przyszłym roku się zgodziła W jej życiu prywatnym wkońcu zaczęło się w miarę dobrze układać i poznała nowych znajomych Nie mam problemu że nowych ludzi poznaje tylko jednak np. po paru tygodniach nazywa najlepszym przyjacielem typa który był w niej zakochany a ona jest lesbijką i długo mu to tłumaczyła zanim cokolwiek zrozumiał o ile wogule zrozumiał a jakoś inni pseudo przyjaciele o których opowiadała że się w niej kiedyś zakochiwali to od nich szybko się odcinała i to tego nazywa najlepszym przyjacielem tak szybko gdy ja ponad 2 lata się staram i do dziś byłem tylko znajomym z neta jak na początku znajomości nazywała mnie jedynym przyjacielem i jedynym chłopakiem który naprawdę był szczerze tym przyjacielem i nigdy się w niej nie zakochałem zawsze była dla mnie przyjaciółką Pamiętam jak kiedyś też mówiła do mnie: -jestes super ziomkiem - nie wiem co bym bez ciebie zrobiła kochany - dziękuję że nadal mnie wspierasz -nawet nie wiesz jak te słowa leczą moje serce I wiele więcej Jak Teraz te słowa wspominam chce mi się płakać Broniłem ją przed hejtem -doradzałem w ważnych sprawach -wspierałem każda jej decyzję -wspierałem podczas walki z depresją i anoreksją (bardzo mi za to dziękowała) - starałem się naprawić jej pewność siebie żeby się doceniła -motywowałem do rzeczy których sie bała spróbować przez to jak ja wyśmiewali np. śpiewanie to -jak już mówiłem zawsze jej wysłuchiwałem choć z czasem coraz mniej mówiła o tych traumach, problemach czy nawet złych rzeczach które robiła czy kiedyś chciała zrobić itp najprawdopodobniej zdążyłem się dowiedzieć od niej rzeczy o których nikt z jej obecnych przyjaciół raczej nie wie a to naprawdę potworne rzeczy co ją spotkało i do czego to ją czasem popychało wtedy O takich rzeczach też już się drugi raz nie mówi parę osób wiedziało na forum była afera spora przez to Ale stąd już chyba nikogo nie ma tym bardziej kto by to pamiętał i ją teraz w necie znalazł Ja nikomu tych historii nie zdradziłem i nigdy tego nie zrobię Bała się wtedy gdy mi to mówiła że ja znienawidze a ja cały czas jak moglem wspierałem w ją walce z tymi problemami Mimo że to pisanie to było widać po niej to wzruszenie i wdzięczność wobec mnie -wprost mówiłem że jakby nie dzieliła nas tak duża odległość to dopilnował bym by każdy kto ją kiedykolwiek jakoś skrzywdził błagałby o litość (a ta lista jest nawet długa) że jakbym mógł broniłbym ją innymi żeby już nikt nigdy jej nie skrzywdził i nie podniósł na nią ręki I wracając do tego jej "najlepszego przyjaciela" ja rozumiem że real a net to co innego ale patrząc na to co on odwalał a jaki jestem wobec niej ja no to nie rozumiem co ona w nim widzi Jeszcze może nie miałbym zazdrości przez to gdyby nie skupiała się tylko na tamtych nowych przyjaźniach i na nim o mnie zapominając Ponad 2 lata mnie zna a większość tych obecnych ledwo co poznała wtedy a po ostatnich wydarzeniach do których zaraz przejdę potraktowała mnie jakbym był kimś obcym albo natarczywym ex A wszelkie zdjęcia z tym typem co chwilę wcześniej mówiłem o nim czy jakiekolwiek wspominanie go przez nią czy na odwrót doprowadzały mnie do uczucia beznadzi i zazdrości czasem mi się płakać chciało I jeszcze przez okres tych nieudanych wakacji szczególnie nieświadomie mnie tym bombardowała i dobijała Znacząco kontakt poprawił nam się jakoś dopiero pod koniec tamtego roku Zaczęliśmy więcej pisać i rozmawiać Trochę lepiej się poznaliśmy po śmialiśmy, czasem jej w czymś pomagałem, doradzałem często mi za to dziękowała było dobrze ale Najczęściej pisaliśmy a rozmowy przez kamerkę to była naprawdę rzadkość Z czasem jednak zauwazyłem że ona nigdy nie zaczną rozmów ze mną zawszę to ja musiałem a tłumaczyłem to sobie tym że ma naprawdę wielu znajomych w realu i necie i może ciężko jej podzielić uwagę na wszystkich tak sobie wmawiałem bo fakt że mi wogule odpisywała i czasami dłużej pogadała a w znacznej części to ona mi odpowiadała klikając reakcje "lubię to" przy wiadomości Podczas gdy ja potrafiłem się mocno rozpisać czy miałem okazję zacząć jakiś tamat do rozmowy albo w większości kierowałem ta rozmową to ona albo w jednym zdaniu się zamykała czy 2 krótkich czego wtedy nie zauważyłem albo ta reakcją odpowiadała albo czasem przez max godzinę że mną pisała co było naprawdę rzadkością Obszernie się rozpisze na dany temat ona odpowie w skrócie jednym zdaniem max dwoma dodam też że zawsze mocno się stresowałem pisząc z nią to u mnie nic nowego przy każdym innym znajomym tak miałem więc też ciężko mi było w większości samemu z mojej strony trzymać kontakt z nią Cieszyłem się z niczego traktując to zwykłe odpisanie czy dłuższą rozmowę z nią jak jakieś błogosławieństwo czy nieludzkie szczęście Albo jeszcze ja wiem o niej naprawdę wiele z tego co mi mówiła ulubiony kolor, muzyka, seriale, napój, jedzenie, hobby, wiele jej historii z życia pamiętam itp. o tym wszystkim i wiele innych sama opowiadała i ja to ciągle pamiętam 2 razy z rzędu jej życzenia urodzinowe skladałem już o północy wymyślałem długie rymowane życzenia na każdą ważną dla niej okazję a od niej nawet "wszystkiego najlepszego" nie uslyszałem rozumiem że więcej jej słuchałem niż o sobie mówiłem ale jak np. zbliżały się moje urodziny to zdjęcie z podpisem urodziny widziała i tylko Polubienie klikneła i nawet tego "sto lat" nie uslyszałem a ja zawszę na jej urodziny się staram dla niej...... W tym roku też próbowałem spotkania też się zgodziła Za pierwszym razem uprzedziłem kiedy bym przyjechał no zrobiłem to trochę za wcześnie bo do wakacji było wtedy parę miesięcy jeszcze ale poza tym że mi na to zwróciła uwagę to wydawało się że jest ok Miesiąc przed podaje dokładną datę i czy moglibysmy się wtedy spotkać ona odpisuje "ok zobaczę" Czekałem 3 tygodnie na odpowiedź w tym czasie starałem się podtrzymać kontakt piszac już poza tematem wakacji tak na luzie Odpowiedziała dopiero gdy spytałem się ostatnio o to spotkanie i ona mi wyskakuje z tym że jedzie na obóz i cały najbliższy grafik wakacyjny ma wypełniony innymi wycieczkami Już nawet zwatpiłem czy jest jej przykro jak rok temu... Nawet nie raczyła mi powiedzieć sama Do miasta gdzie ten obóz miał być z jej miasta mógłbym na spokojnie tak o pojechać to była znacznie krótsza trasa niż do jej miasta z mojego Moi rodzice sie na to by zgodzili Gdy jej to zaproponowałem mówiła że "to obóz i nie może się tam wtedy z nikim spotkać" Już mi nawet moi rodzice odradzali dalszych prób na to spotkanie że to niby nie ma sensu Ok przyjąłem to że się nie udało Jednak zadałem kilka pytań W olbrzymim skrócie -czemu wcześniej nie powiedziała o obozie skoro 3 tygodnie przed gdy ja o swoim wyjedzie mówiłem to powiedziała że zobaczy czy znajdzie czas i mówi w ostatniej chwili bo ja o to się upomniałem -dlaczego unikała spotkania rok temu poza jej miastem choć na początku się zgodziła jak miałem jechać do jej miasta a poza unikała -czy chciała wogule się spotkać Do niczego nie zmuszałem zawsze mogła odmówić pytałem czy wogule chce a i tak przy zgodzie zawsze nie wychodziło -i czy wogule jeszcze traktuje mnie jak przyjaciela bo ostatnio czułem się przez nią olewany I na koniec że wszystko zrozumiem i że zawszę mogła powiedzieć że nie chce spotkania z i ja nie wkurzę się i też zrozumiem jeśli nie będzie chciała mówić i wtedy nie będę pytał tak poprostu bez afer i problemów przyjmę spokojnie wszystko I po tym mnie zablokowała na początku spora panika ale gdy ochłonąłem i chciałem na spokojnie porozmawiać wyjaśnić sobie to z nią i pogodzić się (długo się tam rozpisalem) I jeśli naprawdę chce to sobie te znajomość odpuszczę wystarczy że wprost to powie chyba że pozwoli mi naprawić to co mogłem zepsuć i odbudujemy przyjaźń Odpisała "Nawet nie chciało mi się tyle tego czytać i odpisywać wiec tak" Na początku chyba podświadomie nie chciałem rozumieć tego "więc tak" gdy to powiedziałem ona odpowiada "J4api3rd0le nie pisz już do mnie naraaaa" Czy to ja byłem glupi myśląc kiedyś że byliśmy przyjaciółmi i uzbzdurałem sobie nie wiadomo jaka przyjaźń i oczekiwałem za wiele czy to ona poprostu się zachowała źle wobec mnie? Odpowiedzi NEFRIS odpowiedział(a) o 08:59 Nie chce mi się tego czytać Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
Lubię Lyrics: Nie wiem czego chcesz / Co Ty w ogóle wiesz o mnie / Mówią o mnie na mieście / Z tyłu słyszę ich, że ciągle tracę tylko czas / Noszę tylko jazz w torbie / To już cały plan Zacznijmy od Bryana Admasa. Podobno jesteś jego fanem?Jestem wielkim fanem. Zacząłem go słuchać gdzieś tak w II klasie liceum. Chociaż w międzyczasie kręciła mnie bardziej muzyka typu Jimmy Hendrix i jakieś mocniejsze dźwięki. Ale też zawsze był Adams i ta jego chrypka…A Twoje inspiracje muzyczne?Hendrix, U2, Adams. Cenię U2, bo oni potrafili nie tracąc swojego charakteru przejść przez różne gatunki muzyczne. Nie "zeszmacili się", pozostali sobą. Słucham bardzo dużo starej muzyki - lat 70-tych, jak np. Led Zeppelin. Na tych dźwiękach się wychowałem. I mimo, że piszę melodyjne piosenki to ten duch rockowy, gitarowy gdzieś we mnie jest. Na mojej płycie to będzie w czym się lepiej czujesz? W balladach, czy w mocnych rockowych kawałkach?Ostatnio w balladach. Zacząłem profesjonalnie ćwiczyć swój głos. Chodzę na lekcje śpiewu. Okazało się, że nie znam zupełnie siebie, swojego głosu. Zrozumiałem, że głos jest przedłużeniem osoby. Nie należy go kształcić oddzielnie. W nim słychać to czy faktycznie umiesz śpiewać i co sobą reprezentujesz. W swoje 35 urodziny postanowiłem nauczyć się śpiewać na nowo. Zawsze kojarzyłem sobie siebie jako kompozytora. Wiesz to jak z pakietem 3 w 1 - kawa, cukier i śmietanka. Kiedyś sądziłem, że ta kawa to jest komponowanie, dodatkowo gitara i na 3 miejscu wokal jako ta tania śmietanka. Moja nauczycielka śpiewu, zresztą znana śpiewaczka operowa, przewróciła mi to wszystko do góry nogami. Powiedziała, że jestem potężnym głosem, a resztę mogę potraktować jako dodatek. Odkryłem w śpiewaniu nowe rzeczy. Zacząłem interpretować muzykę swoim głosem. Dla mnie to jest nowa podróż. Kiedyś często krytykowano moje śpiewanie. Przejmowałem się tym. Teraz nauczyłem się tego, że jestem sobą, śpiewam i jestem szczęśliwy z tego piszesz teksty?Nie podejmowałem się tego jeszcze. I tak robię wszystko inne w zespole (śmiech). Ale myślę, że i na to przyjdzie czas… powoli zaczynam uczyć się wyrażać siebie w ten sposób..Pamiętasz pierwszą piosenkę, która utkwiła Ci w pamięci i pomyślałeś sobie: "To chcę w życiu robić"?Tak, to był utwór "Cross town traffic" Jimmiego Hendrixa. Usłyszałem go w Radiu Lublin. To taki dosyć rockowy kawałek, ale z fajną bluesową melodią. Do tego stopnia zwariowałem na punkcie gitary, że budziłem się o 3 w nocy, grałem godzinę i szedłem spać. I tak co lat wtedy miałeś?Tak około 16, 17. I właśnie wtedy zaczęła się twoja muzyczna droga? Jak ona przebiegała?Między 16 a 19 rokiem życia grałem w różnych rockowych, bluesowych kapelach w Lublinie. Wygrywaliśmy różne przeglądy, graliśmy bo chcieliśmy coś wykrzyczeć. A potem pojechałem do Warszawy, i musiałem natychmiast iść do jakiejś pracy. Wylądowałem w liceum prywatnym o profilu menadżersko - artystycznym, gdzie uczyła się Natalia Kukulska i córki Niemena. Natalia po jakichś dwóch miesiącach zaproponowała mi stworzenie swojego pierwszego dorosłego zespołu. Było to ciekawe doświadczenie. Nasz pierwszy koncert był w Sali Kongresowej w Warszawie. Rzuciłem pracę i zacząłem z Natalią grać. Zacząłem się z tego utrzymywać. Musiałem sprzedać swoją gitarę klasyczną, rzuciłem szkołę muzyczną w której grałem. Kupiłem gitarę elektryczną i nie żałuję. Wszystko postawiłem na jedną kartę. Przyjechałem do warszawy mając 5 zł w kieszeni, plecak i gitarę. Koledzy śmieli się ze mnie, że jadę zdobywać Warszawę. A ja nawet nie chciałem jej zdobywać. Chciałem po prostu grać i śpiewać. Czyli jesteś ryzykantem?Tak jestem ryzykantem. Mało tego. Jak już coś robię to lubię iść na całość. Jestem typem zdobywcy. W związku z tym czasem przegrywam, a czasem wygrywam. Różnie to bywa. A gdyby nie śpiewanie to co byś w życiu robił?To trudne pytanie. Jak się ma w sobie coś, jakiś dar, powołanie, i się go nie realizuje można popaść we frustrację. Więc gdybym nie śpiewał pewnie zostałbym frustratem. Nie wiem może zacząłbym pracować jako menadżer, może biznesmenem. Ale czułbym się z tym źle. Robiłbym kasę, ale nie miałbym satysfakcji. Będąc w Warszawie pracowałem w około 15 zawodach. Byłem i nauczycielem, uczyłem muzyki, byłem też menadżerem. Rzuciłem się w to wielkie miasto, rozpychałem się łokciami i udało się. Najważniejsze w życiu jest to, żeby odkryć co powinieneś robić. To jest chyba sukces. Ja to odkryłem i z tego się cieszę. Liczysz bardziej na siebie czy na ludzi których masz wokół?Bez innych ludzi nie da się osiągać dużych sukcesów. Prędzej czy później przychodzi zmęczenie czy wypalenie. Chociaż ja ostatnio cały czas mam nowe pomysły, aż sam się temu dziwię. Ludzie są bardzo potrzebni. Zauważyłem, że za każdym człowiekiem sukcesu stoi inna silna osoba. Może to być żona, matka, brat czy przyjaciel, ale zawsze ktoś za tym stoi, ktoś wspiera. Czasem jest to nawet grupa osób. Samemu nic się nie da osiągnąć. Robiąc solową płytę zauważyłem, że muszę się otaczać ludźmi którzy we mnie wierzą. Jeżeli otaczaliby mnie sceptycy to tak naprawdę szybciutko by mnie załatwili tym swoim sceptycyzmem, który często jest niewerbalny, niewypowiedziany - ale jest. Dlatego stwierdziłem, że muszę się otaczać ludźmi, którzy we mnie wierzą i to mi dodaje sił. Rodzina jest dla ciebie ważna?Tak, bardzo ważna. Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Jestem najstarszym synem, mam jeszcze dwóch braci i siostrę i to jest naprawdę super. Mamy ze sobą świetny kontakt, mimo iż mieszkamy daleko od siebie. Masz dwie córki...Tak. Jedna ma 12 lat, druga - 3 latka. Są słodkie. Bardzo je kocham. Jakie pytanie najczęściej zadają ci ludzie?O Sixteen i Seventeen. Cieszę się, że ty o to nie pytasz. Ludzie najczęściej idą schematem. Pytają o przeszłość. A to jest nudne. Bo kogo, tak naprawdę obchodzi przeszłość? Albo ktoś ma coś do powiedzenia dzisiaj, albo to nie ma sensu... Startujesz jako artysta solowy z nowym projektem więc...Tak, startuję i biorę za to pełną odpowiedzialność. Również za ewentualny sukces albo porażkę. Biorę pod uwagę obie opcje. Nie robię tego dlatego, żeby koniecznie osiągnąć sukces, bo sukces mam już w sobie. Kocham to co robię i to jest mój pytanie którego nikt nie zadał do tej pory, na które czekasz?Hmm. Bardzo dużo jest takich pytań, wiesz? Czekaj, odwróćmy role. Zadałaś mi tu wiele pytań z różnych dziedzin. Która z nich Ciebie najbardziej interesuje?Widzę w Tobie pasję. Skąd ona pochodzi? I na pewno chciałabym się czegoś dowiedzieć o Twojej rodzinie. Bo pasja wynika z tego co masz w środku, ale też z ludzi którzy Cię otaczają...Ciekawa rozmowa się tutaj nawiązuje. Gdyby to był program TV to na pewno już bym strzelił jakieś pytanie, a nie chcę tak. Wielu pytań mi nie zadano. Ja nie chcę odpowiadać na pytania tak jak tego się ode mnie oczekuje. Wolę mówić tak, jak ja chcę. Bo to ja mam coś do powiedzenia lub nie, kreuję siebie. Zobaczyłaś pasję. Nie wiem jak to opisać słowami, ja to kocham. Chociaż w życiu muzyka zawsze nadchodzi moment wypalenia się, schematyki. I to jest jedyna rzecz która jest go w stanie zabić. Ja póki co cieszę się z tego co robię i doceniam to co mam. Jestem pełny wdzięczności i stąd jest ta pasja. Inaczej stałbym się odtwórcą muzyki. A ona jest dla mnie bardzo ważna w życiu. Wcześniej się tego wstydziłem, a teraz już nie. Bo taki boisz się, że kiedyś nadejdzie taka chwila, że pomyślisz: "Kurde robię to tylko dla kasy, schematycznie, już tego nie kocham"?To wtedy przestanę. I może zajmę się córkami. Ostatnie trzy lata zajmowałem się Asią. Chciałem to robić. Im dłużej się nią zajmowałem, tym lepszą relację mieliśmy. Teraz chcę śpiewać, a jak nadejdzie moment że powiem sobie dość to zrezygnuję. Jeśli będę miał nagrać płytę, a nie będę miał pomysłów to po prostu zrezygnuję. w tej chwili jest tak, że miałem kilka lat przerwy i na tej płycie chcę coś powiedzieć. Komuś kto śpiewa trudno jest pokazać swój środek, swoje wnętrze. A ja chcę to robić. Nie wstydzę się tego. To i to, że jestem sobą jest moja mocą. Nie interesuje mnie to, co powiedzą ludzie. Jestem sobą i wiem czego chcę od życia. Co jest na samej górze listy twoich marzeń? Pierwsza trójka?Wow. Lista marzeń... Z takich bieżących - chciałbym częściej spędzać czas z Zuzią, która mieszka ze swoją mamą a my nie jesteśmy ze sobą od dawna. To jest moje marzenie. Częściej spędzać z nią czas, nie tylko w wakacje. Innym jest posiadanie własnego studia nagrań. Poza tym mam pełno takich prostych marzeń. Na przykład wyjechać z całą rodziną na wakacje. To bardzo normalne marzenia. Nie jakieś bardzo odjechane (śmiech). A jak juz przyjdzie czas na odpoczynek, to gdzie byś wyjechał?Przede wszystkim zabrałbym ze sobą rodzinę, to po pierwsze. Czasem chciałbym się znaleźć w jakimś zacisznym miejscu. Bardzo lubię Tatry Słowackie. Tam jest mniej turystów i można chodzić samotnie po szlakach. Tego się nie da opisać. Wtedy trzeba grać i śpiewać (śmiech). Czym jest dla Ciebie popularność?Produktem ubocznym tego co robię. Kiedyś, jak byłem niedojrzały życiowo, emocjonalnie była dla mnie bardzo ważna. Imponowało mi żeby znać kogoś sławnego. Teraz normalnie do tego podchodzę. Jak ktoś zaczyna mnie specjalnie traktować, staram się mu pokazać, że jestem normalnym facetem. Popularność jest niczym. Przeszedłem już w swoim życiu wielką popularność i wielki upadek. Teraz nic mnie już nie zdziwi. Jestem odporny na takie rzeczy. Trochę o płycie. Kiedy się ukaże?Myślę, że uda się ją wydać mniej więcej w połowie tego roku. W ubiegłym roku w swoje urodziny, podjąłem decyzję o powrocie na scenę. Chciałbym żeby dokładnie rok później płyta ujrzała światło dzienne. Takie piękne zwieńczenie pracy i mojej i moich współpracowników. Poza tym ja lubię maj, bo to jest naprawdę fajny miesiąc, pełen takiej wiosennej adrenaliny (śmiech)Tytuł płyty to będzie prawdopodobnie "Za głosem serca". Nie chcę wymyślać jakichś dziwnych rzeczy. Jestem wyrośniętym dzieciakiem i taki tytuł mi odpowiada. Piosenka o tym samym tytule to ballada. Sądzę, że chwyci, bo ma to coś. Jest troszeczkę inna. Ktoś mi zarzucił, że takiej muzyki w radio nie ma. I bardzo dobrze (śmiech) to my zagramy taką. Wierzysz w przypadki?Nie, nie ma przypadków. Wszystko ma jakiś porządek i sens. Aczkolwiek, żeby zrobić karierę potrzebny jest splot pewnych przypadków. Trzeba mieć fuksa. Każdy jest inny i ma coś swojego do powiedzenia. Nie ma przypadków. Boisz się czegoś?Tak, czasami. Najbardziej siebie samego. Tylko i wyłącznie. Niczego więcej. A siebie boję się w sensie takim, żebym nie przestał być sobą, nie zaczął oszukiwać samego siebie, albo żebym nie robił rzeczy, których potem będę żałował. Natomiast nie boję się ludzi, okoliczności. Powiedz w dwóch słowach o muzykach z którymi to moi kumple z Lublina, jednego znam nawet praktycznie od podwórka. Dobrze się rozumiemy i fajnie się nam razem z wieloma artystami. Z kim było najlepiej?Z Andrzejem Zeńczewskim z Daabu. Grałem z Daabem dwa lata, potem on założył Szwagierkolaskę i trochę mniej się zajmował Daabem. Ale byłem z nim naprawdę zakumplowany. Z całej Warszawki on był najbardziej normalny i to mi bardzo imponowało. Możesz coś powiedzieć o singlu?Włożyliśmy w niego mnóstwo pracy. Teraz staramy się zrobić wszystko, żeby mógł dotrzeć do słuchaczy, a proste to niestety nie jest. Piosenka To mój krzyk została też nagrana w wersji angielskiej pod tytułem Don't let the fire die z myślą o polskich preselekcjach do tegorocznej Eurowizji. Zajęliśmy 11 miejsce na 103 zgłoszone piosenki. Jury nas doceniło. Znaleźliśmy się o włos do finału… Teraz skupiam się przede wszystkim nad tym, żeby płyta nabrała fajnego brzmienia, to jest jak Ci się podoba Białystok?Super. Spotkałem kilka osób stąd. I wszystkie mają fajną mentalność. Podobną do lubelskiej, może nawet trochę lepszą. Ludzie są otwarci, nie jak niektórzy z Warszawy. Otwartość cenię sobie najbardziej. Dziękuję za rozmowę.
\n \n nie wiem czego chcę od życia

Zniechęcony i nie wiesz, czego chcesz od życia, siebie i otoczenia? Ręce opadają, apatia i niczego nie chcą? Chodzi o to, że sam nie wiesz, czego chcesz. Zabija energię, motywację i chęć do życia. Ale wszystko się zmieni, gdy zdefiniujesz swoje marzenia i znajdziesz swoje cele. Jak zrozumieć, czego chcesz od życia? jeden.

REKLAMA: Koniecznie zobacz naszą platformę ze szkoleniami online: Link do kursu: Facebook Ads Zawartość strony1 Koniecznie zobacz naszą platformę ze szkoleniami online:2 Co mam zrobić ze swoim życiem? Nie wiem co robić w życiu3 1. Rozmawiaj z ludźmi4 2. Rozpocznij5 3. Zbierz inspirację od innych6 4. Przygotuj się na długą podróż7 5. Opuść swoją strefę komfortu8 6. Zrozum że porażka to część procesu9 7. Ciesz się nie wiedząc10 8. Analiza mocnych i słabych stron11 Poznać siebie Co mam zrobić ze swoim życiem? Nie wiem co robić w życiu To bardzo częste pytania. W przeciwieństwie do wielu innych dotyczących Twojej kariery, odpowiedzieć na nie nie jest wcale tak łatwo. Dobrą wiadomością jest to, że nie jesteś sam — w rzeczywistości gwarantuję, że każdy zastanawiał się nad swoją ścieżką kariery, odnalezieniem swojej pasji lub tym, co ma robić w pewnym momencie. I na szczęście wielu z tych ludzi chętnie podzieli się swoimi radami. Jeśli nie wiesz, jakie kroki podjąć dalej, przeczytaj najlepsze porady na temat co robić w życiu. Odpowiadając na pytanie- nie wiem co chcę robić w życiu: 1. Rozmawiaj z ludźmi Zdziwiłbyś się, jak wiele możesz się nauczyć po prostu słuchając rozmów innych ludzi. Często jest tak że uzyskasz wgląd w motywacje, nadzieje, marzenia i ambicje ludzi. A kiedy poskładasz to wszystko w całość, możesz dowiedzieć się, jak inni dotarli do miejsca, w którym są dzisiaj – i sprawdź czy to jest ścieżka, którą również chcesz podążać. REKLAMA Koniecznie zobacz NAJLEPSZE szkolenie z Facebooka na rynku Link do kursu: szkolenie Facebook Ads 2. Rozpocznij Niezależnie od tego, co generalnie chcesz robić, nigdy nie zaszkodzi zacząć budować. Naprawdę… Zacznij tworzyć portfolio, uruchom biuletyn lub dowiedz się, jak działa coś co Cię interesuje. Jest tak wiele rzeczy, które możesz zrobić dla swojej kariery — nawet jeśli nie wiesz, co chcesz robić. I, podobnie jak poprzednia rada, sam akt działania pomoże dokładniej wyjaśnić, na jakich ścieżkach będziesz chcieć kroczyć, a które należy wykluczyć. 3. Zbierz inspirację od innych Bez względu na to, co robisz, prawdopodobnie chcesz odnieść w tym sukces. Czy jest więc lepszy sposób na rozpoczęcie pracy niż uczenie się, jak inni osiągnęli swoje cele? Podczas czytania pamiętaj, że ci ludzie również nie urodzili się, wiedząc, co chcą robić. Polecam rozmowy, autobiografie… 4. Przygotuj się na długą podróż Jednym z ogromnych nieporozumień dotyczących zastanawiania się, co chcesz zrobić ze swoim życiem, jest to, że będziesz miał nagły, magiczny moment ekstremalnej jasności, a potem zaplanujesz całe swoje życie. W rzeczywistości życie stale się zmienia i będziesz musiał przebranżowić się i ponownie przemyśleć swoją podróż. Więc zamiast być zaskoczonym, gdy los zmusi Cię podjąć nowe decyzje, to Ty będziesz mógł je przewidzieć i będziesz gotowy. 5. Opuść swoją strefę komfortu Może nie wiesz, co chcesz zrobić, ponieważ nie spróbowałeś jeszcze tego, co powinieneś zrobić. I nie będziesz wiedział, czy to prawda, czy nie, dopóki nie wyjdziesz tam i nie zaczniesz tego sprawdzać. Poważnie, łatwo jest popaść w rutynę i poczuć, że nie masz innych opcji poza tym, co robisz teraz. Jednak wychodząc poza swoją strefę komfortu, możesz być zaskoczony tym, jak bardzo spodoba ci się coś, o czym nigdy nie myślałeś że to zrobisz. 6. Zrozum że porażka to część procesu Nic nie spowolni cię bardziej w dążeniu do ustalenia, co zrobić ze swoim życiem, niż strach przed porażką. Tak, słyszałeś to już wcześniej, ale to dlatego, że to prawda. Nigdy nie będziesz w stanie określić, co sprawia, że ​​jesteś szczęśliwy, jeśli wykluczysz wszystko, ponieważ brzmi to ciężko. 7. Ciesz się nie wiedząc Pamiętasz jak to było na matmie w szkole? Patrzyłeś na zadanie, i główkowałeś w kółko bez skutku, a jak wróciłeś do zadania za jakiś czas to wydawało się to łatwe i znalazłeś rozwiązanie? W pewnym sensie to jak zastanawianie się, co chcesz zrobić ze swoim życiem. Skupiając się na innych mniej pilnych sprawach, oczywista odpowiedź może przyjść do ciebie, gdy najmniej się jej spodziewasz – i będzie jaśniejsza, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałeś. Czujesz się lepiej, gdy nie wiesz, co chcesz zrobić ze swoim życiem? Pamiętaj tylko, że nie musisz mieć tego wszystkiego przygotowanego gdyby ktoś chciał Cię zapytać. A nawet jeśli już masz określone co chcesz robić w życiu to, możesz zmienić kurs kilka razy. Więc nie martw się, że masz wszystkie odpowiedzi — samo myślenie o tym to dobry początek. 8. Analiza mocnych i słabych stron Jest jeszcze jedna rzecz, o której muszę Ci powiedzieć. Powinieneś przeanalizować swoje mocne i słabe strony. Pomocny jest wpis analiza SWOT. Swoją drogą, nie musisz się martwić o wiek czy czas w którym jesteś. Zobacz jakie hasła najczęściej wpisują ludzie w google: Nie wiem co robić w życiu 30 lat21 lat i nie wiem co robić w życiuMam 40 lat i nie wiem co robić w życiuMam 24 lata i nie wiem co robić w życiuMam 35 lat i nie wiem co robić w życiuMam 17 lat i nie wiem co robić w życiuMam 25 lat i nie wiem co robić w życiu Serio! To są dane które sugeruje mi Google bo ludzie często ich wyszukują. Także głowa do góry 🙂 MEGA SKUTECZNY KURS, dzięki któremu nauczysz się pisać reklamy i zwiększysz zyski. Kliknij w obrazek poniżej: Link do kursu jak napisać reklamę i ofertę. Poznać siebie Wielu z nas ma nadzieję że trzeba szukać cały czas najlepszej drogi. Satysfakcja może dać awans zawodowy, ponieważ im bardziej jesteś szczęśliwy tym lepsze wyniki na wielu płaszczyznach życia osiągasz. Więc czy Ty znalazłeś już swoje powołanie? Warning: Trying to access array offset on value of type null in /home/rafalszr/domains/ on line 286 Dr/PhD Rafał Szrajnert Rafał Szrajnert to doktorant (PhD) specjalizujący się w zarządzaniu i marketingu. Ukończył studia magisterskie na wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, a także studia podyplomowe. Jest przedsiębiorcą z ogromnymi sukcesami, Oprócz własnej działalności prowadzi doradztwo biznesowe, coaching i szkolenia, szeroko znane w Polsce. Profil działalności to: -doradztwo marketingowe -konsulting marketingowy -szkolenia, kursy -doradztwo biznesowe (psychologia, coaching) -marketing (seo, reklamy CPA, PPC) .